poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 2

Wypuście mnie !

Poderwałam się do siadu zapełniając pokój moim przyspieszonym oddechem. Zimny pot oblewał całe moje ciało przyprawiając je o drgawki.  To tylko koszmar, to tylko koszmar. Powtarzałam w myślach zaciskając dłonie na kołdrze.

-Tylko koszmar.- Uspokojona spojrzałam na zegarek przy łóżku. Wskazywał 4:00.
Przetarłam zaspane oczy  i biorąc głęboki oddech wstałam. Kierunek, kuchnia.
Nadal było ciemno więc w drodze do kuchni, klęłam za każdym zderzeniem z meblami. Zeszłam powoli po skrzypiących schodach.
Gdy wreszcie poczułam pod stopami chłód kafelek, po omacku zaczęłam szukać włącznika światła, lecz szybko pożałowałam gdy żarówka wydzieliła bolesne strumienie.
Trąc oczy coraz mocniej podeszłam do lodówki i nie martwiąc się o szklankę pochłonęłam pół butelki wody.
-Yuki ?- Wyziewał ktoś za mną.
Z ustami nadal przyssanymi do butelki odwróciłam się do właściciela głosu. Pięknie, obudziłam gnoma.
Lea trzymając w lewej dłoni misia, a prawą trąc oko podeszła do mnie.
-Jeśli boisz się spać sama to dam ci misia.- Wyszeptała wyciągając do mnie maskotkę.
Odłożyłam butelkę, i zamknęłam lodówkę, by wygodnie się o nią oprzeć.
-Czy ja ci wyglądam na kogoś kto śpi z misiem ? To przeznaczone jest dla gnojków takich jak ty, a nie dla piętnastolatków.- Mruknęłam przeczesując skołtunione włosy ręką.
Zwiesiła głowę, a jej błyszczące złote loki spłynęły razem z nią w dół.
Bez jakiejkolwiek chęci podniesienia młodej na duchu, minęłam się z nią.
-Do spania, bo rodzice niedługo wstaną.- Powiedziałam na odchodne, i skierowałam się do swojego pokoju.
Tej nocy nie mogłam już zasnąć, więc siedząc na parapecie obserwowałam migoczące punkty na niebie. Z nudów nawet starałam się układać je różne kształty. Nagle na szybie pojawiła się smuga szronu, wyglądała jakby ktoś ją maznął szybko pędzlem albo co. 
Świetnie. Zima idzie.

~~Narrator

Podczas gdy Yuki obserwowała gwiazdy, jej mała siostra siedziała smutna na łóżku. Naprawdę chciała dobrze dla starszej, lecz wiedziała również, że nigdy nie zostanie za to pochwalona.
Ściskała mocno pluszowego misia, który był jedynym prezentem jaki dostała od siostry. Nic nie obchodził jej fakt, iż zmusili ją do tego rodzice a sam pluszak był z jakiejś wyprzedaży, był on i tak ważniejszy od wszystkich zabawek w jej pokoju.
Dopiero po chwili ujrzała na oknie smugę szronu. Podbiegła szybko do okna a za nim... unoszony przez wiatr białowłosy chłopak drewnianą laską pokrywał drzewo koło jej okna szronem.
Otworzyła szeroko oczy i zapukała w okno by zwrócić jego uwagę. Poskutkowało, chłopak odwrócił się w jej stronę, i choć jego mina pokazywała na początku zaskoczenie to po chwili pomachał jej z uśmiechem i odleciał w mgnieniu oka.

~~Yuki

Podskoczyłam słysząc szybkie pukanie do drzwi.
-Czego ?- Wlepiłam wzrok w drzwi.
-Yuki, Yuki ! Widziałam czarodzieja !- Odpowiedział podekscytowany głos za drzwiami.
Westchnęłam wiedząc, że łatwo nie odpuści.
-To idź spać może znowu go zobaczysz.- Mruknęłam znów wyglądając przez okno.
-Ale on był prawdziwy !
Przewróciłam zirytowana oczami i podeszłam do drzwi, by gwałtownie je otworzyć.
- Dasz mi święty spokój ? Nic mnie nie obchodzi twój wyimaginowany czarodziej.
Nadęła poliki patrząc na mnie zaciekle.
-On był na prawdę. Miał takie białe włosy.- Pokazała zakręcając na palce swoje włosy.- Niebieską bluzę, laskę z drewna, którą zamrażał i latał !
Uniosłam para brew do góry.
-Białowłosy chłopak latał koło twojego okna i zamrażał ta ?- Powtórzyłam niezbyt podekscytowana.
Pokiwał energicznie głową.
-Tak samo jak mówiłaś, że widziałaś zębową wróżkę, i zająca wielkanocnego.- Dodałam nie zmieniając tonu.
-Ja ich widziałam !- Naburmuszyła się.
-Weź dorośnij, i nie marnuj mojego cennego czasu. Oni. Nie. Istnieją- Skończyłam po czym zamknęłam jej drzwi przed nosem.
Odchodząc od drzwi mruknęła jeszcze "Istnieją" i poczłapała się do swojego pokoju.
-Boże jakie te dzieciaki naiwne są.- Westchnęłam w pustą przestrzeń.
Gdy znów wyjrzałam na zewnątrz padał śnieg...
~~~~
W następnym już pojawi się Jack ^^

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 1- Poznajcie główną bohaterkę.

Odkąd tylko się urodziłam...już robiłam za dziwadło...

Dzień moich narodzin wspomina się jako dzień po, którym nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Z początku nawet myślano, że coś mi dolega gdyż za cholerę nie chciałam zapłakać. Bo po co drzeć małą niemowlęcą mordkę ? Wolałam najwidoczniej sama oddychać bez zbędnego ryku. 
Hmm, gdy teraz o tym pomyśle to żałuje, że nie dane mi było widać min lekarzy. 
Dzieckiem słodkim czy pięknym nie byłam, co wyjaśnia ksywę w otrzymaną w przedszkolu "RING".
A wszystko to z powodu czarnych włosów otrzymanych od ojca, bladej skóry cholera wie skąd, i worów pod oczami, które nie były sine tylko czarne od niewyspania.
Zawsze je miałam, gdyż moje problemy ze snem wykraczały poza zasięg medycyny. Koszmary pojawiające się w nocy były chyba jedyną przerażającą mnie rzeczą. Postanowiłam nie spać gdy nie było to konieczne.
Tym bardziej irytowała mnie bajka o piaskowym ludku opowiadana przez przedszkolankę, który to podobno czuwa nad spokojnym snem dzieci. Fajnie wiedzieć, że skurczysyn się akurat na mnie uwziął.
Ekhem, no właśnie tu się pojawia moje kolejne odstrzelenie z dzieciństwa. Podczas gdy dzieci z niecierpliwością oczekiwały mikołaja, zająca wielkanocnego, zębowej wróżki....ja marudziłam na śnieg, pyłki, i szparę między zębami. Nigdy nie wierzyłam w takie postacie, choć rodzice wmawiali mi, że to mikołaj daje prezenty, jajka chowa zając, a zęby podbiera wróżka. W takim razie jestem ciekawa jak "mikołaj" wyprodukował dla mnie telefon. 
Śnieg. Brr... nienawidzę śniegu, a o ironio mam na imię Yuki. Yuki z japońskiego oznacza śnieg, mama dała  mi japońskie imię zaraz po incydencie z płaczem bym się wyróżniała, choć ojciec nadal upierał się przy pierwszym wybranym imieniu. Miałam mieć na imię Lea.
Nic jednak straconego gdyż to imię dano mojemu gnomowi. "Przepraszam" moje młodszej siostrze, małe okropne stworzenie o blond włoskach, wielkich błękitnych oczach, pyzatej rumianej buzi, i wielkim uśmiechem. Jest ona strasznie podobna do mamy i często mam wrażenie, że mama ją woli, co nie zdziwiło by mnie zbytnio. Gdy staniemy obok siebie wyglądamy jak totalne przeciwieństwa. Ja chuda , trupio blada, czarne włosy sięgające do połowy ud, wspomniane wcześniej wory, i duże czarne oczęta. Zupełnie jakby ktoś powiesił obok siebie kolorowe zdjęcie w jakości HD, i czarno białe wykonane starą komórką.
Nie powiem, że mam złą rodzinę. Rodzice nie dają mi się aż tak we znaki, a siostrę zawsze mogę gdzieś zamknąć.
Nie zmienia to jednak tego, że ich nie kocham...Tak nie kocham własnej rodziny, ale nie jest to moją winą !
Od zawsze miałam pewien problem z odczuwaniem emocji, gdyż ja ich zwyczajnie nie posiadam. Niby niemożliwe, ale tak właśnie jest, i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.
Po 1. Wiele razy w moim gimnazjum widziałam "na zawsze" zakochane pary. Zwykle po kilku miesiącach dziewczyny ryczały w parku klnąc jak to one są zranione. Jak można być tak tępym, by wierzyć, że chłopak na zawsze będzie cię kochał. Na co im to ?
Po 2.  Brak mi fałszywych przyjaciół, ponieważ nie mam żadnych przyjaciół. Mam dzięki temu 100 % pewności, że nikt nie rozgada moich sekretów itp.. Dzięki ci braku empatii.
Po 3. Większość osób się mnie boi, co jest moją osobistą dumą. Mój chłód, i wygląd sprawia, że mam wolną drogę na korytarzu szkolnym Oczywiście zdarzają się paskudne wyjątki.
Wymieniać można w nieskończoność.  Podsumowując jestem odludkiem, wyglądam jak trup, jestem zimna jak moje imię i nienawidzę prawię wszystkiego. Powodzenia z wytrzymaniem ze mną.
~~~~
Pragnę podziękować autorce tego bloga Ann Luna Atlas.
To dzięki niej i temu opowiadaniu zaczęłam pisać swoje ^^