czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 8

~~NARRATOR
Gwałtownie odebrała mu fiolkę, lecz w momencie gdy ją chwyciła do pracowni wpadł mikołaj razem z zębową wróżką, piaskiem, i zającem.
-Tak jak myślałem. Piasek.- Zwrócił się do ludka, na co ten pokiwał głową.
Wyciągnął ręce w stronę Yuki, a z jego dłoni wyrwała się wiązka złotego piasku, która momentalnie uśpiła dziewczynę. W ostatnim momencie przytrzymał ją Jack.
-Czemu to zrobiłeś ?- Frost spojrzał na piaska.
-Fuyu jest jeszcze za słaba psychicznie, by udźwignąć te wspomnienia.- Odezwał się North.
-Jaka Fuyu ?
-Połóż ją na sofie, a wszystko ci wyjaśnimy.
Pokiwał głową i delikatnie położył szatynkę na stojącej niedaleko sofie.
Gdy to zrobił odwrócił się do reszty przyjaciół oczekując wyjaśnień.
-To jest fiolka Fuyu ?
-Tak...- Podniósł ją z ziemi i podał mikołajowi.
Ten wziął ją ostrożnie jakby nie był pewny czy powinien to zrobić, lecz gdy ząbek położyła mu dłoń na ramieniu i skinęła głową odetchnął ciężko i spojrzał na Jack'a.
-To może być dla ciebie szok...
Ząbek machnęła ręką na fiolkę, która rozświetliła całe pomieszczenie, by przenieść ich do wybranego wspomnienia.
Znaleźli się tam gdzie chwile temu była Yuki, lecz oni byli tylko obserwatorami.
-Gdzie...- Mikołaj uciszył go dłonią.
-Oglądaj a się dowiesz.
Na chodniku samotnie stała mała czarnowłosa dziewczynka. Obserwowała ona ze smutkiem w oczach bawiące się na osiedlu dzieci. Wyglądała jak młodsza wersja Yuki.
Stała tak puki...identyczna dziewczynka nie podbiegła do niej.
-To...ona...czemu tu jest druga Yuki ?- Jack kompletnie nic nie rozumiejąc spojrzał na North'a.
-To jej siostra, oglądaj.
Chłopak w szoku już się nawet nie odzywał, a nawet gdyby chciał to w tym momencie przerwałby mu krzyk.
-YUKI !!!
Dziewczynka leżała w tworzącej się kałuży krwi. Nieopodal stało rozpite auto, i mnóstwo ludzi próbujących pomóc.
-YUKI ! NIE RÓB MI TEGO !!!- Krzyczała druga szatynka.
Gdy w końcu przyjechała karetka rozganiając widownię, Yuki wyglądała jakby nie żyła, a jej ostatnie wypowiedziane słowa brzmiały "Fuyu". Lekarze zabrali ją do karetki i na sygnale odjechali w zawrotnym tępię zapewne do szpitala.
Teraz to North spojrzał na zszokowanego Frost'a ze spokojem na twarzy.
-Ale...jak to...przecież Yuki żyję...
-Nie. Żyje Fuyu, Yuki zginęła na miejscu.
Zapadła cisza. Wszyscy obserwowali jak rozhisteryzowana dziewczynka płacze odtrącając od siebie ramiona matki.
-Wszystko ci wyjaśnię.- Odparł ciężko North, kładąc mu dłoń na ramieniu.- Yuki, to tak na prawdę nie Yuki. Dziewczyna, która śpi u ząbek to Fuyu.
Jack z wielkimi oczyma kiwał powoli głową na znak, że puki co rozumie.
-Były to jednojajowe bliźniaczki, Yuki i Fuyu. Yuki jak widzisz zginęła w wypadku, gdy miały po 7 lat.
Fuyu po jej śmierci wpadła w tak głęboki stan depresyjny, że żaden psycholog nie był w stanie jej pomóc. Przestała jeść prze co przeraźliwie schudła, przestała mówić, bawić się, uśmiechać. Właściwie jedyne co robiła to siedziała skulona przy oknie w pokoju. Zmartwieni rodzice zgodzili się na dość drastyczne środki. Zaczęli jej podawać silne leki psychotropowe, które po długotrwałym zażywaniu "wymazują pamięć" prawie do czysta. Fuyu po roku terapii zapomniała nawet jak ma na imię, w tedy właśnie rodzice wmówili jej, iż ma na imię Yuki. I tak dotarliśmy do dzisiejszego dnia. Gdyby nie ta terapia Fuyu nie byłaby prawdopodobnie tak agresywna, w stosunku do reszty ludzi. Jej podświadomość tworzy tarczę ochronną wokół niej. Masz też wyjaśnienie czemu tak nienawidzi swojego rodzeństwa.
Frost osłupiał, nawet nie zauważył kiedy znaleźli się na powrót w pracowni, po prostu skamieniał.
Reszta za to zwiesiła głowy, gdyż dowiedzieli się o wszystkim niedługo przed nim. Dla wszystkich był to szok. 
-Pamiętam wszystko.- Zaskoczeni odwrócili się w stronę sofy.
Yuki, a raczej Fuyu siedziała ze łzami na polikach, które wypływały strumieniami z jej rozszerzonych oczu.
-Pamiętam wszystko....ja....to moja wina !- Krzyknęła by zaraz zalać się łzami.
Schowała twarz w dłoniach. Była w takim stanie, że nawet nie odtrąciła ząbek, która podleciał do niej i objęła delikatnie jej zdruzgotane ciało.
-To nie jest twoją winą, to był wypadek- Szeptała jej spokojnie.
-Gdybym nie uciekła na drugą stronę, gdybym nie chciała się bawić w tego jebanego berka.- Wyłkała nie mogąc powstrzymać łez.- Ja...jestem wszystkiemu winna. Gdyby nie ja ona nadal by tu była...
-Nie płacz...
Fuyu poderwała się gwałtownie.
-Nie mów mi co mam robić !- Krzyknęła ze wściekłym wyrazem twarzy.- Chcę wrócić do domu !

Nikt nie chciał się z nią kłócić a tym bardziej zmuszać ją do rozmowy. Jack sam odstawił ją do domu, i delikatnie położył na łóżku. Dziewczyna podkuliła kolana i schowała w nich twarz nadal płacząc. Frost chcąc ją pocieszyć położył ostrożnie dłoń na jej ramieniu, lecz dało to odwrotny efekt.
-WYNOŚ SIĘ !- Krzyknęła strącając jego dłoń.
Chłopak zwiesił głowę i nie odzywając się nawet zostawił ją samą.
Łzy same wylewały się z jej oczu a ściśnięte gardło uniemożliwiało normalne oddychanie. Była rozbita emocjonalnie, nawet gdyby jej dom stanął w płomieniach nie zwróciłaby na to większej uwagi.
-Jak mi przykro malutka.- Usłyszała obcy głos roznoszący się po pokoju.
-Mówiłam żebyście się wynieśli.- Warknęła nie unosząc głowy.
-Mnie nie. I sądzę, że mnie nie wygonisz skoro wiem, jak przywrócić twojej siostrze życie.
Fuyu uniosła zapłakany wzrok i spojrzała przed siebie.
-Mów...
~~
I jak uczucia po przeczytaniu ?^^

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 7

~~YUKI
-JA LATAM !!!!!
Nie no to jest świetne po prostu.

~~JACK
Jest szczęśliwa...serio jest szczęśliwa.

~~NARRATOR
Jack z szatynką na rękach z zawrotną szybkością zmierzał ku biegunowi. Chłodny wiatr muskał ich poliki i roztrzepywał włosy, lecz dla Yuki było teraz ważne uczucie towarzyszące znajdowaniu się tak wysoko nad miastami, że widać było tylko rozmazane światła.
Śmiała się, uśmiechała, i krzyczała co sił w płucach. Czuła się wolna. Jack za to nie mógł uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, która jeszcze chwilę temu wyklinała na cały świat, zupełnie jakby uwolniła swoje wewnętrzne dziecko, którego się tak wypierała. Oczy pełne zachwytu, i prawie nie zamykające się z wrażenia usta, zupełnie jakby wyszła z mroków jej ciemnego serca mała dziewczynka ciekawa świata.
Specjalnie zwolnił, by wydłużyć trasę. Chciał, by nacieszyła się tym widokiem, choć w każdej chwili był w stanie wziąć ją gdzie indziej.
Niestety jednak w końcu dotarli na biegun. Jack wylądował ostrożnie na lodzie, by chwilę potem postawić Yuki na ziemi.
-To jest ta pracownia Mikołaja ?- Spytała rozglądając się wokół.
-Tak, ale lepiej jest w środku.- Otworzył przed nią drzwi.
-WOW.- Dziewczyna od razu spojrzała w górę, lecz jej wzrok szybko rozniósł się po całej pracowni.-Moment...CO. TU. ROBIĄ. YETI...To nie te knypki pomagają ?- Z mało kumatym wyrazem twarzy wskazała na plątające się jej pod nogami elfy.
Chłopak zaśmiał się, i pochylił nad jej uchem.
-One tak myślą, ale tak na prawdę są tutaj dla zasady.- Mruknął jej do ucha powstrzymując się od zachichotania.
-Powaga ? Beka.- Zaśmiała się się i ruszyła w głąb fabryki.
Frost oprowadził ją nawet po zakamarkach, zwiedzili całą pracownie, a Yuki nawet udało się dogadać z jednym Yeti....na migi oczywiście.
-Co robimy ?- Spytała siadając na jakiejś maszynie.
-Pokazać ci pracownie ząbek ?
-Kolibra ?
-Ta, kolibra.- Podał jej dłoń zachęcająco.
-A co tam jest do oglądania ?
-Zobaczysz.- Odpowiedział jej tajemniczo.
Przystała na to gdyż, nie miała ani ochoty wracać do domu, ani siedzieć w jednym miejscu. Chłopak wziął ją ponownie na ręce i gwałtownie wzbił się w powietrze. Miała wrażenie, że ten sposób transportu nigdy się jej nie znudzi, nigdy. Podróż z pracowni mikołaja, do zębowej wróżki trwała bardzo krótko.
-Ja pieprzę to coś wygląda jak komar.- Mruknęła pod nosem widząc jedną z wróżek.
-Ej, nie obrażaj mleczuszki.- Skarcił ją białowłosy pozwalając by obrażona wróżka usiadła mu na ramieniu.
Yuki wzruszyła bezinteresownie ramionami i powoli, krok za krokiem ruszyła w głąb pracowni.
-Chciałeś mi coś pokazać nie ?- Spojrzała na niego przez ramię, nie ukrywając zaciekawienia.
Jack z uśmiechem wzbił się na wysokość metra, chwycił dziewczynę za rękę i wzleciał na wyższe "piętro".
Postawił ją na ziemi, tam gdzie były zamknięte zęby dzieci.
-...Zęby ? To chciałeś mi pokazać ?
-To nie są tylko zęby.
Spojrzała na niego dziwnie, a on z uśmiechem zaczął jej tłumaczyć o co chodzi. Uniosła brwi do gór jakby nie dowierzała.
-Twoje też tu pewnie są.- Podleciał do fiolek i zaczął przeglądać jedną po drugiej. -Chyba mam !- Krzyknął po długich poszukiwaniach.
Dziewczyna spojrzała na nią ni to z zaciekawieniem, ni to ze smutkiem. Wzięła ją od niego i obróciła w dłoni. Na wieczku była jej twarz oraz imię.
-I na co....
Nagle z fiolki wydobyło się białe oślepiające światło. Przymrużyła oczy, a gdy światło zelżało rozejrzała się dookoła. Nie była w tym samym pomieszczeniu. BA! Nie była nawet na biegunie. Stała na swojej dzielnicy, trwało lato. Dzieci z osiedla biegały, grały w klasy, w piłkę. A ona stała na chodniku. Było to wspomnienie z dzieciństwa, gdyż była strasznie niska. Miała może 8 lat.
-Yuki !- Krzyknął ktoś z daleka...znała ten głos...
W jej stronę biegła...ona ? Nie...nie możliwe. Identyczna mała dziewczynka z wielkim uśmiechem, złapała ją za dłoń i pociągnęła za sobą.
-Yuki ! Pobawmy się w berka !- Mała klepnęła ją w ramię, i śmiejąc się pobiegła na drugą stronę ulicy.
Nie pamiętała tego... skoro to jej wspomnienia...to czemu tego nie pamięta ?
Nie panując nad swoim ciałem pobiegła za nią, najwidoczniej to część wspomnienia.
-Yuki ! Stój !- Odwróciła się, to mama ją zawołała.
Sekundę później poczuła silne uderzenie. Przewróciła się, na ziemię. Słyszała jak samochód, który zapewne ją potrącił gwałtownie zahamował i wpadł na lampę. Potem tylko przeraźliwy pisk.
-YUKI ! YUKI !- Krzyczała druga dziewczynka.
Ostatkami sił spojrzała na nią. Jej twarz była zapłakana i cała czerwona. Nigdy nie widziała, by w czyiś oczach było tyle bólu, tyle cierpienia ile miało tamto dziecko.
Matka zatrzymała ją, a raczej przytuliła, płacząc, by tama nie podbiegła do niej.
Ktoś dzwonił na karetkę, ktoś inny za to sprawdzał puls.
-Fuyu nie podchodź .- Wyłkała mama przyciskając ją do siebie.
-ALE YUKI !- Wykrzyczała próbując się wyrwać.
Czemu jej mama przytulała do siebie tą dziewczynkę ? Czemu nie pamięta tego wypadku. Kim jest ta dziewczynka ?
-Fuyu...-Wyszeptała mimowolnie, starając się nie zamykać oczy gdy lekarze kładli ją na noszach. Na ziemi widniała wielka plama krwi, z rany na jej głowie.
-YUKI NIE RÓB MI TEGO ! YUKI !- Zamknęła oczy...- YUUUKI !- Ostanie co usłyszała to histeryczny, przepełniony rozpaczą krzyk.

Gdy ponownie otworzyła oczy, była znów u zębowej wróżki. Mocno ściskała fiolkę ze swoimi zębami.
Jak mogła nie pamiętać takiego wypadku ? Jak przeżyła taki wypadek ? Miała wrażenie...że tam umarła...
-Ej ! Mam drugą fiolkę !- Krzyknął Frost z niemałym zdziwieniem.- Tu też jesteś, ale jest napisane Fuyu...
-DAWAJ TO !-Krzyknęła wyciągając do niego ręce.
Jakiś mały promyk z przeszłości zaświtał w jej sercu...
~~~~~
Teraz już pewnie każdy się domyśla co się stało. ^^ Jakie są wasze podejrzenia ?

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 6

~~NARRATOR
Szczęk metalu, i pisk opon przeszył okolicę. 
-Yuki...Yuki nie rób mi tego....YUKI !

-Yuki, Yuki wstawaj !
Dziewczyna poderwała się do siadu. Znów to samo.
-Trzeba odprowadzić Lea'e na bal z okazji ferii.

~~YUKI
Ogarnij, ogarnij, ogarnij. To znów tylko sen...
-Co ?- Dopiero teraz ogarnęłam, że coś do mnie mówiono.
-Trzeba odprowadzić Lea'e na bal. Dotarło ?- Ciotka stała na de mną...wychodziła gdzieś.
- I niby ja mam to zrobić ? Zapomnij.- Powiedziałam, by chwilę potem zakopać się w cieplutkiej kołdrze.
Którą oczywiście musiała mi zabrać.
-Pogięło cię ? Oddawaj !
-Masz ją odprowadzić. Później ją odbiorę, ale teraz się spieszę, więc rusz się.
-A jak nie to co ?
-Przywitasz się z zaspą śniegową.- I wychodząc jeszcze się odwróciła.- W tym co masz na sobie.
-Się boję jak chuj.- Wymamrotałam spod poduszki.
-W takim razie zrobi to twój pchlarz.
Usłyszałam miauknięcie. Poderwałam się i spojrzałam na ciotkę, która trzymała ją za skórę na karku.
Szybko zerwałam się z łóżka i zabrałam jej ją.
-POWALIŁO CIĘ ?! PO PIERWSZE MONDI NIE JEST ZAPCHLONA ! A PO DRUGIE, JESZCZE RAZ DOTKNIESZ JĄ TĄ SWOJĄ BRUDNĄ ŁAPĄ TO WYLĄDUJESZ W RYNSZTOKU, A RACZEJ TWOJE ZWŁOKI WOON !
Trzasnęłam jej drzwiami pod nosem, a kota położyłam ostrożnie na łóżku. Co ona sobie myśli ? Durna stara wariatka.
Westchnęłam przeciągle, gdy nagle pod drzwiami przeszło równe 80 $. Cóż, i tak miałam na chwilę wyjść na dwór.

~~NARRATOR.
Zgodnie...z "umową", a raczej przekupieniem Yuki odprowadziła siostrę do przedszkola.
-Dzieci kurwa.- Warknęła pod nosem widząc roześmiane buzie przedszkolaków biegających po dziedzińcu.
Odstawiła ją pod drzwiami, lecz nie obyło się bez kilku mocnych przeklęć i groźnego spojrzenia skierowanego do matek.
-Dobra młoda, radź sobie sama. Ja miałam cię tylko odprowadzić.- I odwróciła się, by odejść.
-Nie zostaniesz z nią ?- Wtrącił matka przyjaciółki jej siostry.
-Nie za to mi płacą.- Mruknęła i poszła przed siebie jakby nic ją to nie obchodziło.
Gdy doszła do parku i siadła na oparciu ławki a nogi postawiła na miejscu do siedzenia. Nie pochwalicie tego czynu, lecz wyciągnęła z obitej ćwiekami, i obwieszonej przypinkami torby paczkę papierosów. Nie była jakoś wielce uzależniona, ale zapalić od czasu, do czasu lubiła. Odpaliła go.
-Nie powinnaś tego robić...

~~YUKI
Odwróciłam się, by zobaczyć co za bezczelny palant poucza mnie co powinnam a co nie.
-O Boże tylko nie ty.- Westchnęłam przeciągle widząc, że koło mnie siedzi latający dziadek Mróz.
Nie odpowiedział nic na to. Ta, milcz chociaż w tedy jesteś znośny.
-Może zaczniemy od początku.- Odchrząknął i wyciągnął w moją stronę rękę.- Cześć, jestem Jack Frost Miło mi.
Spojrzałam najpierw na rękę, a potem na jego uśmiechniętą twarz. Logicznie teraz nie jestem ani zdenerwowana ani zirytowana, choć ten uśmieszek mógłby sobie darować. Już niech się cieszy, uścisnęłam mu rękę.
-Yuki Rain. Zimno mi.
-To czemu nie wracasz do domu ?
-Nie lubię tego nazywać domem. To bardziej budynek jednorodzinny.- Wyrzuciłam peta przed siebie, i wlepiłam wzrok w śnieg pod ławką.
-Ale...każdy ma dom.- Czułam, że się we mnie wgapia.
-Ja nie.- Podniosłam swój wzrok z podłoża na ludzi.
Nosz gapili się jakby już nie można było pogadać do siebie.
- No i a chuj się gapicie ? Nigdy nie widzieliście osoby chorej na schizofrenię ? JUŻ NIE MOŻNA POGADAĆ DO SIEBIE W TYM KRAJU ?!
I nagle poszli dalej..dziwnie szybko.
-Nie musiałaś tak na nich krzyczeć.
-Ale chciałam.- Spojrzałam na niego.- Więc to przez ciebie tak pizga na zimę, śnieg pada, i jest zimno ?
-No tak.- Wyprostował się z dumą.
-Dzięki, to przez ciebie nie mam normalnego imienia.
Spojrzał na mnie pytająco.
-Gdyby nie było śniegu nie miałabym na imię Yuki. Yuki to po japońsku śnieg.- Wyjaśniłam jakbym gadała do debila.
-Aaaa.- Zaśmiał się.

~~JACK
Rozśmieszyła mnie, serio.
-To fajne imię.- Odpowiedziałem unosząc się nad nią.
Podniosła głowę, by na mnie spojrzeć, po czym skrzywiła się i pokręciła głową.
-Już wolałabym mieć na imię Jack.- Wymamrotała zeskakując z ławki.
-Ale to męskie imię...
- I co z tego ? Lepsze to niż imię, z innego kraju.- Wzruszyła bezinteresownie ramionami.
Uśmiechnąłem się, i poleciałem za nią.
-Jedno ci przyznam, z tym lataniem to masz zajebiście.- Powiedziała patrząc jak unoszę się w powietrzu.
Po chwili zastanowienia, uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyciągnąłem dłoń w jej stronę.
-Chcesz ze mną polecieć ?
Uniosła brwi do góry.
-Gdzie ?
-Gdzie chcesz. Może na biegun ?
-Żeby słuchać świętego jaka to byłam niegrzeczna cały rok ? Ooooo nie.- Skrzyżowała ręce, kręcąc głową.
-Nikogo nie ma w pracowni.- Mój uśmiech z radosnego zmienił się na psotny
Nagle zobaczyłem zainteresowanie w jej oczach. Opuściła ręce i z zadziornym uśmiechem podała mi dłoń.
~~~~
Jeśli mnie przekonacie to w następnym rozdziale wyjaśni się sprawa koszmarów Yuki ^^.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 5.

Nie no ja kompletnie oszalałam, odwaliło mi. Widzę mikołaja...widzę piaskowego knypa...widzę ludzkiego kolibra...widzę kanguro-królika w ludzkiej edycji głosowej...widzę...
-Jack Frost..?
~~NARRATOR
Dziewczyna spojrzała na Jack'a jakby nie dowierzała własnym oczom.
-Ty...ty mnie widzisz ?- Białowłosy postawił bose stopy na podłodze i również nie doważając zrobił krok w kierunku Yuki.
Zadziałało to jak budzik. Zmierzyła go gwałtownie wzrokiem, by po chwili przybrać zaciekłą minę, niczym maskę ochronną.
-Jeszcze krok a ta twoja laska przypierniczy ci w łeb tak mocno, że odwiedzisz Putina w Rosji.- Wy warczała przez zaciśnięte zęby.
North mógłby przysiąc, że w jej oczy rozbłysły na chwilę, nie groźnie a wręcz z dziecięcą radością.
-Co wy robicie w moim pokoju popaprańce ? Nikt wam nie dał kalendarza ? Halloween już minęło.- Obleciała wszystkich wzrokiem.
-Proszę jaka wyszczekana.- Mruknął poirytowany zając.
-Ty kangurze po wylewie się w ogóle nie odzywaj. Kupiłeś ten dywan na wyprzedaży garażowej ?
-Dywan ? KANGUR ?!- Jack roześmiał się nie mając nad tym żadnej kontroli.
-Chyba chodzi jej o twoje futro.- Wysapał nie mogąc złapać oddechu.
Yuki nie wierzyła w swój pech, najpierw ciocia teraz włamywacze idioci.
-Wiem, że jesteś tym zaskoczona...ale daj nam wszystko wytłumaczyć.- North jak zwykle był jednym z niewielu myślących trzeźwo i nie zmniejszając dystansu między nim a dziewczyną zaczął swoje wywody.
-Uznasz to za zabawne, ale...wierzysz w baśniowe postaci ?
-Nie.- Odpowiedziała od razu pewnym siebie głosem.

Pomocy...

Wszyscy prócz Yuki mogliby przysiąc, że słyszeli małą dziewczynkę.

~~Yuki.
Minęły bite 2 godziny nim dotarło do mnie co gadał...mikołaj.
-I ja mam uwierzyć w to, że jesteście serio baśniowi itp ?
-No tak, właśnie tak.- Czerwony rozsiadł się wygodnie na moim fotelu.
Zaraz...mikołaj zaciągający z rosyjskiego ? No proszę święty a z Rosji. Koliber za to okazał się zębową wróżką, knypek piaskowy ludkiem, a kangur...ni chuja nie chce mi się wierzyć, że to wielkanocny zając.
Nie wiem jednak skąd znałam imię tego kolesia z laską...notabene płaska ta jego laska (tak wiem słabe ale nie mogłam się powstrzymać xD Dop. aut.).
-Skoro tak to czemu ja was widzę ? Nie wierzę w was, nie mam 5 lat. Jak już to zgłoście się do gnoma ona was uwielbia.- Przewróciłam oczyma.
-Jesteśmy tu, by ci pomóc.- Wróżka wyglądająca jak koliber usiadła obok mnie.
-Mówisz jak moi psychiatrzy.- Mruknęłam od niechcenia.- I ja nie potrzebuje pomocy.
Odruchowo odwróciłam wzrok i skierowałam go w stronę okna. Czułam za to ich wzrok na sobie i niezbyt mi się to podobało a wręcz irytowało.
-Możecie przestać się na mnie jopić ?
-O czym był twój sen ?
Byłam na prawdę zmęczona, po prostu do tego stopnia, że nie chciało mi się z nimi dyskutować.
-Nie wiem.- Odpowiedziałam szczerze.
- Nie pamiętasz ?
-Pamiętam, ale go nie rozumiem.
-Jednak boisz się go.
-Nie wasz interes !!- Wybuchłam, znowu. Sama nie wiem czemu temat tego snu tak bardzo wyprowadza mnie z równowagi...
Usłyszałam kroki na korytarzu a zaraz po nich skrzypienie drzwi.
-Wszystko ok Yuki ?- Do pokoju weszła ciotka. Bez pukania pragnę dodać.
Schowałam twarz w dłoniach i nie odkrywając jej wyziewałam.
-Wypieprzaj mi stąd, nie masz prawa tu wchodzić bez mojego wyraźnego pozwolenia, a tym bardziej bez pukania.
-Jak ty się...
-WYPIERDALAJ POWIEDZIAŁAM !- Samokontrola poszła w pizdu.
Gdy ktoś wyprowadzi mnie z równowagi, zaczyna mnie wnerwiać wszystko co chociażby się poruszy, a jak coś powie to już w ogóle. Spojrzałam jej w oczy na co ona wzdrygnęła się gwałtownie.
~~NARRATOR.
To było TO spojrzenie. Oczy Yuki i tak były niepokojące, lecz gdy była wściekła, były... przerażające. Nawet nie wiadomo czemu, czy to przez złość czy coś innego. Jednak gdy twoje oczy spotkają bezkresną złowrogą czerń, miotającą iskrami nienawiści czujesz dreszcz, i mimo chęci nie możesz odwrócić wzroku. Zahipnotyzowany, a raczej przerażony.
-Wynocha.- Wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Kobieta odzyskując władzę nad swoim ciałem chwyciła klamkę i pospiesznie wyszła z pokoju.
Szatynka wykończona opuściła głowę, by chwilę potem odwrócić ją w stronę reszty nieproszonych gości.
- A co do was...- Ale tam już nikogo nie było...

North siedział zamyślony w swojej pracowni. Mógłby przysiąc, że skądś kojarzy tę dziewczynę.
-Yuki.- Mruknął pod nosem.- Fuyu...- Nagle poderwał się jak oparzony.- Yuki...Fuyu...
Przed oczami mikołaja mignął obraz z przeszłości. Dwie małe czarnowłose dziewczynki.
-Nie, to niemożliwe...- Zaczął krążyć o swoim pokoju, drapiąc się jednocześnie w swoją siwą gęstą brodę.
Święty zaczął kojarzyć wszystkie fakty. Wynik był jednoznaczny.
-Fuyu...- Otworzył szeroko oczy.- Nie, to nie jest jeszcze pewne.- Pokręcił głową robiąc kolejne kółko.
Po kilku dobrych godzinach rozmyśleń, postanowił nic nikomu nie mówić puki sam nie był całkowicie pewny. Czas miał pokazać odpowiedzi...
~~~~
Fuyu- Tł. Zima :)