niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 6

~~NARRATOR
Szczęk metalu, i pisk opon przeszył okolicę. 
-Yuki...Yuki nie rób mi tego....YUKI !

-Yuki, Yuki wstawaj !
Dziewczyna poderwała się do siadu. Znów to samo.
-Trzeba odprowadzić Lea'e na bal z okazji ferii.

~~YUKI
Ogarnij, ogarnij, ogarnij. To znów tylko sen...
-Co ?- Dopiero teraz ogarnęłam, że coś do mnie mówiono.
-Trzeba odprowadzić Lea'e na bal. Dotarło ?- Ciotka stała na de mną...wychodziła gdzieś.
- I niby ja mam to zrobić ? Zapomnij.- Powiedziałam, by chwilę potem zakopać się w cieplutkiej kołdrze.
Którą oczywiście musiała mi zabrać.
-Pogięło cię ? Oddawaj !
-Masz ją odprowadzić. Później ją odbiorę, ale teraz się spieszę, więc rusz się.
-A jak nie to co ?
-Przywitasz się z zaspą śniegową.- I wychodząc jeszcze się odwróciła.- W tym co masz na sobie.
-Się boję jak chuj.- Wymamrotałam spod poduszki.
-W takim razie zrobi to twój pchlarz.
Usłyszałam miauknięcie. Poderwałam się i spojrzałam na ciotkę, która trzymała ją za skórę na karku.
Szybko zerwałam się z łóżka i zabrałam jej ją.
-POWALIŁO CIĘ ?! PO PIERWSZE MONDI NIE JEST ZAPCHLONA ! A PO DRUGIE, JESZCZE RAZ DOTKNIESZ JĄ TĄ SWOJĄ BRUDNĄ ŁAPĄ TO WYLĄDUJESZ W RYNSZTOKU, A RACZEJ TWOJE ZWŁOKI WOON !
Trzasnęłam jej drzwiami pod nosem, a kota położyłam ostrożnie na łóżku. Co ona sobie myśli ? Durna stara wariatka.
Westchnęłam przeciągle, gdy nagle pod drzwiami przeszło równe 80 $. Cóż, i tak miałam na chwilę wyjść na dwór.

~~NARRATOR.
Zgodnie...z "umową", a raczej przekupieniem Yuki odprowadziła siostrę do przedszkola.
-Dzieci kurwa.- Warknęła pod nosem widząc roześmiane buzie przedszkolaków biegających po dziedzińcu.
Odstawiła ją pod drzwiami, lecz nie obyło się bez kilku mocnych przeklęć i groźnego spojrzenia skierowanego do matek.
-Dobra młoda, radź sobie sama. Ja miałam cię tylko odprowadzić.- I odwróciła się, by odejść.
-Nie zostaniesz z nią ?- Wtrącił matka przyjaciółki jej siostry.
-Nie za to mi płacą.- Mruknęła i poszła przed siebie jakby nic ją to nie obchodziło.
Gdy doszła do parku i siadła na oparciu ławki a nogi postawiła na miejscu do siedzenia. Nie pochwalicie tego czynu, lecz wyciągnęła z obitej ćwiekami, i obwieszonej przypinkami torby paczkę papierosów. Nie była jakoś wielce uzależniona, ale zapalić od czasu, do czasu lubiła. Odpaliła go.
-Nie powinnaś tego robić...

~~YUKI
Odwróciłam się, by zobaczyć co za bezczelny palant poucza mnie co powinnam a co nie.
-O Boże tylko nie ty.- Westchnęłam przeciągle widząc, że koło mnie siedzi latający dziadek Mróz.
Nie odpowiedział nic na to. Ta, milcz chociaż w tedy jesteś znośny.
-Może zaczniemy od początku.- Odchrząknął i wyciągnął w moją stronę rękę.- Cześć, jestem Jack Frost Miło mi.
Spojrzałam najpierw na rękę, a potem na jego uśmiechniętą twarz. Logicznie teraz nie jestem ani zdenerwowana ani zirytowana, choć ten uśmieszek mógłby sobie darować. Już niech się cieszy, uścisnęłam mu rękę.
-Yuki Rain. Zimno mi.
-To czemu nie wracasz do domu ?
-Nie lubię tego nazywać domem. To bardziej budynek jednorodzinny.- Wyrzuciłam peta przed siebie, i wlepiłam wzrok w śnieg pod ławką.
-Ale...każdy ma dom.- Czułam, że się we mnie wgapia.
-Ja nie.- Podniosłam swój wzrok z podłoża na ludzi.
Nosz gapili się jakby już nie można było pogadać do siebie.
- No i a chuj się gapicie ? Nigdy nie widzieliście osoby chorej na schizofrenię ? JUŻ NIE MOŻNA POGADAĆ DO SIEBIE W TYM KRAJU ?!
I nagle poszli dalej..dziwnie szybko.
-Nie musiałaś tak na nich krzyczeć.
-Ale chciałam.- Spojrzałam na niego.- Więc to przez ciebie tak pizga na zimę, śnieg pada, i jest zimno ?
-No tak.- Wyprostował się z dumą.
-Dzięki, to przez ciebie nie mam normalnego imienia.
Spojrzał na mnie pytająco.
-Gdyby nie było śniegu nie miałabym na imię Yuki. Yuki to po japońsku śnieg.- Wyjaśniłam jakbym gadała do debila.
-Aaaa.- Zaśmiał się.

~~JACK
Rozśmieszyła mnie, serio.
-To fajne imię.- Odpowiedziałem unosząc się nad nią.
Podniosła głowę, by na mnie spojrzeć, po czym skrzywiła się i pokręciła głową.
-Już wolałabym mieć na imię Jack.- Wymamrotała zeskakując z ławki.
-Ale to męskie imię...
- I co z tego ? Lepsze to niż imię, z innego kraju.- Wzruszyła bezinteresownie ramionami.
Uśmiechnąłem się, i poleciałem za nią.
-Jedno ci przyznam, z tym lataniem to masz zajebiście.- Powiedziała patrząc jak unoszę się w powietrzu.
Po chwili zastanowienia, uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyciągnąłem dłoń w jej stronę.
-Chcesz ze mną polecieć ?
Uniosła brwi do góry.
-Gdzie ?
-Gdzie chcesz. Może na biegun ?
-Żeby słuchać świętego jaka to byłam niegrzeczna cały rok ? Ooooo nie.- Skrzyżowała ręce, kręcąc głową.
-Nikogo nie ma w pracowni.- Mój uśmiech z radosnego zmienił się na psotny
Nagle zobaczyłem zainteresowanie w jej oczach. Opuściła ręce i z zadziornym uśmiechem podała mi dłoń.
~~~~
Jeśli mnie przekonacie to w następnym rozdziale wyjaśni się sprawa koszmarów Yuki ^^.

2 komentarze:

  1. fajnie piszesz podziwiam cię ale z tymi przekleństwami troche przesadziałaś,
    ale dobra ja nie mam prawa.Bardzo podoba mi się twoje opowidanie.jest taki oryginalny bo widziałam na ten temat inne blogi i wszyscy z siebie ściągają ale twój tekst to oryginał.Stałam się właśnie twoim czytelnikiem.Codziennie
    bede wchodzić a kiedy next!?

    OdpowiedzUsuń
  2. No,no! Jak szantaż nie działa, w grę wchodzi przekupstwo! :P

    OdpowiedzUsuń