niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 11

~~NARRATOR
Do sennej krainy Fuyu, której po raz pierwszy odkąd pamięta nie śnił się koszmar, późnym wieczorem wdarł się spokojny męski głos.
-Czas wstać moje dziecko. Czeka nas dużo pracy.- Poczuła zimną dłoń na odsłoniętym ramieniu.
Powoli otworzyła oczy i podniosła się do siadu.
-Która godzina ?-Mruknęła sennie przecierając oczy.
-Jest noc. Innymi słowy czas na naukę. Musisz się nauczyć jak korzystać ze swoich nowych mocy.- Wyciągnął dłoń w jej stronę.- Chodźmy.
Przyjęła jego dłoń i poszła za nim przez korytarze do wielkiej sali. Wokół nie było nic prócz gołych kamiennych ścian i kilku wielkich kolumn, które specjalnie były ustawione by rzucały cienie do ćwiczeń.
-Czas zacząć twój trening. Patrząc na to jak bystra jesteś opanujesz wszystko bardzo szybko. Zacznijmy od formowania cienia bo używać go do destrukcji już potrafisz.- Stanął obok niej.- Stwórz w wyobraźni, jakiś przedmiot lub cokolwiek innego. Następnie wyobraź sobie, że widzisz to na żywo, lub nawet dotykasz. Gdy zamkniesz oczy będzie ci łatwiej.
-Nie będę szła na łatwiznę.- Mrok uśmiechnął się dumny ze swojej uczennicy.
Zacisnęła zęby starając się uformować cień płynący po jej ciele w byt materialny. Zmarszczyła brwi czując delikatnie muskające jej skórę cienistą masę, formą przypominającą wyjątkowo smolisty dym  . Z cienia kolumny powoli zaczęła formowała się postać. Gdy przybrała już postać ostateczną okazało się, iż jest to wilk o ostrych, mocnych zębach, i krwistoczerwonych oczach. Czarna bestia, którego stworzona z mroku sierść poruszała się jakby smagana przez wiatr, podeszła do Fuyu dysząc ciężko, i powarkując. Z każdym wściekłym rykiem z pyska ciekła ślina skapująca na podłogę.
Dziewczyna wyciągnęła dłoń w jego stronę, by pogłaskać go po głowie, wzrostem sięgał jej troszkę ponad biodra.
Wilk wiernie ułożył się u stóp swej pani, by w razie zagrożenia bronić jej nawet własnym życiem.
Mrok był pod wielkim wrażeniem. Pierwszy raz świadomie użyła mocy i już stworzyła żywą istotę ? Mało tego jest w stanie ją kontrolować ?
-Wspaniale.- Szepnął obserwując jej dzieło.- Nauka pójdzie tak szybko jak myślałem.
Całą noc ćwiczyli różne umiejętności. Z każdą minutą Fuyu stawała się coraz bardziej groźna dla wrogów. Przyswajała umiejętności w kilka minut, ciągle zadziwiając swojego nauczyciela. Był on pod wrażeniem perfekcji jej czynów mimo, iż dopiero się uczyła.
Tak jak Mrok planował większości nauczyła się bardzo szybko. Potrafiła między innymi.
Teleportować się za pomocą cieni.
Tworzyć z niego różne przedmioty a nawet żywe istoty.
Niszczyć.
Zaglądać w umysły.
Jej umiejętności oczywiście były o wiele większe, ale powyżej wymienione to te podstawowe. Mrok był pełen dumy. Czuł się jak ojciec patrzący na dorastające dziecko. Jedyna różnica między nimi była taka, że Mrok oczywiście był silniejszy, oraz to że jego moc miała formę czarnego piachu a Fuyu po prostu cienia, bądź smolistego dymu.
-Moje mroczne dziecię.- Powiedział Mrok gładząc Fuyu po głowie.- Jestem z ciebie dumny, bardzo dumny. Jesteś już gotowa, by pomagać swemu mistrzowi w jego planach.
-Jakich planach ?- Spojrzała na niego.
Przemieściła się na wysoką skałę, gdzie usiadła gładząc po grzbiecie leżącego obok niej wilka. Tak to ten wilk, którego stworzyła podczas nauki.
-By ocalić twoją siostrę musimy zniszczyć strażników.- Powiedział to prosto z mostu, chodząc od okna, do okna komnaty.
-Mikołaja, kangura i resztę ?- Nie za bardzo się tym przejęła.
-Tak, dzięki wyssanym z nich mocą będę na tyle potężny, by dać Yuki drugie życie !- Krzyknął wesoło unosząc ręce do góry, i wsłuchując się w rozchodzące echo.
Fuyu założyła nogę na nogę zachowując kamienny wyraz twarzy.
-I jaki jest plan ?- Mrok uśmiechnął się podejrzanie.
-Musisz dać im znak.- Fuyu uniosła prawą brew do góry.
-A jaśniej ?
-No wiesz rozpętasz mały chaos, by pokazać.- Uśmiech przerodził się w podstępne wygięcie warg.- Że Mrok tworzy armię dzieci cienia.- Dokończył patrząc na nią.- Że nadchodzi wojna.
Fuyu kiwnęła głową z lekkim uśmiechem. Rozpłynęła się, zamieniając w dym by po chwili pojawić na ziemi.
-Yoru idziemy.- Wilk podniósł się od razu zmieniając swoją formę w kruka zleciał ze skały na ramię swojej pani.
Fuyu zamknęła oczy, a wokół jej ciała zawirował dym tworzący czarny mglisty kokon, który pochłonął ją zamieniając w część siebie i odleciał.
Czarnowłosa pod postacią wiązki dymu przedzierała się gładko przez nocne powietrze, śpiącego miasta. W końcu zatrzymała się na dachu jednego z wyższych budynków, a chmura odsłoniła jej ciało rozpływając się w noc.
-Więc tak to wygląda.- Szepnęła sama do siebie obserwując strumienie złotego piachu, rozgałęzione na niebie.
Spojrzała na kruka siedzącego na jej ramieniu.
-Od czego by tu zacząć.- Uśmiechnęła się dotykając naznaczoną ręką jednego ze strumieni, który zmienił swą barwę ze szczerozłotej na czarną. Kruk wzniósł się wysoko w niebo, by skierować swój lot w stronę okna pokoju dziecka. Wylądował na parapecie.
Fuyu uformowała z cienia budynku skrzydła na swych plecach, i za ich pomocą wleciała do pokoju swojej ofiary.
Prychnęła spoglądając na rozpływającą się w nicość baletnice nad głową dziewczynki, która od razu po jej zniknięciu skrzywiła się przez sen.
Czarnowłosa zdmuchnęła niesforny kosmyk włosów ze swojej twarzy, i zakołowała palcem nad głową małej dzięki czemu korzystając, z zatrutego piasku piaskowego ludka utworzyła dla śmiechu jeźdźca bez głowy nawiedzającego teraz sny dziewczynki. Wyprostowała się z uśmiechem.
-To zabawne, ale zajmie za dużo czasu.- Mruknęła pod nosem wylatując wraz z krukiem z pokoju.
Wylądowała z powrotem na dachu gdyż miała stąd doskonały widok na niemal całe miasto.
Zastanowiła się chwilę, po której na jej usta znów wkradł się podstępny uśmiech. Zagwizdała głośnio przywołując tym samym konie służące jej mistrzowi. Było ich mnóstwo, czekające tylko na sygnał.
Dziewczyna pogładziła jednego z nich po karku.
-Ruszajcie !- Krzyknęła nagle, gestem wypychając je do przodu.
Posłańcy pogalopowali w powietrzu zatruwając sny dzieci swoją obecnością w ich wymarzonych krainach.

~~FUYU
No i ładnie.
-Myślisz że można to uznać za mały chaos?- Yoru zakrakał głośnio.- Też tak myślę, nie możemy przesadzać.
Usiadłam sobie na krawędzi dachu, patrząc na rozpiździel wokół.
-Tak się rozkręca imprezy.-Uniosłam dumnie głowę do góry...dzięki czemu zobaczyłam że czas zawijać.-O kurwa.- Mruknęłam widząc na niebie wręcz przerażonego piaskowego gremlina, a obok niego Frosta.-To na nas już pora..- Machnęłam rękami, przywołując tym samym cienie dookoła siebie.
Nim całkowicie rozpłynęłam się w ciemności, zdawało mi się że Frost na mnie spojrzał.

~~JACK
Co się dzieje?! Wszystkie dzieci miały koszmary, a posłańce Mroka byli dosłownie wszędzie.
-Piasek!- Spojrzał na mnie starając się jakoś pomóc dzieciom.- Lecę po North'a! Ty zostań i spróbuj jakoś ich opanować!- Piasek mi tylko kiwnął i zabrał się do roboty.
Gdy się odwróciłem ujrzałem szybko znikającą postać na jednym z dachów...czy to...
-Fuyu?- Spytałem samego siebie z niedowierzaniem przymrużając oczy, lecz postaci już nie było...
Nie zawracając sobie dłużej tym głowy najszybciej jak mogłem pomknąłem na biegun.

~~NARRATOR
Fuyu przeniosła się do podziemi gdzie czekał na nią zadowolony Mrok.
-Brawo moje dziecko, spisałaś się fenomenalnie.- Podszedł do niej by pogładzić ją po głowie.
Ta wyprostowała się dumnie.
-Fajna zabawa.- Przyznała podchodząc do okna wyciągając z kieszeni paczkę papierosów.
-A będzie jeszcze lepsza.- Mrok podszedł do niej, gdy ta odpalała jednego z nich za pomocą wiszącego nad jej dłonią czarnego płomyka.
-Mów dalej.-Ponagliła go wypuszczając dym z płuc.
-Gdy skompletujemy armię dam ci pełne prawo dyrygowania nią. Ja nie będę miał na to czasu. Wiesz, planowanie przejęcia mocy i te sprawy.- Machnął dłonią jakby to była zwykła błaha rzecz.
-Będę nimi dowodzić?- Spytała dla pewności.
-Tak. Masz instynkt przywódczy, a twoja postawa budzi szacunek. Doskonale się nadajesz.- Położył swoją zimną dłoń na jej ramieniu.- Lecz żebyś miała czym dowodzić musimy z rekrutować żołnierzy.
-Jak ?
-To proste. Należy znaleźć osoby podobne do nas. Odrzucone, zapomniane, pogardzone, inne dziecięta cienia. I to będzie twoje kolejne zadanie.-Odwrócił się tyłem do dziewczyny, i powoli odchodząc kierował się do swojej komnaty.
-Jak mam to zrobić ?-Wyrzuciła niedopałek za okno, patrząc niezrozumiale na Mroka.
-Twój przyjaciel ci pomoże.- Odpowiedział nawet na chwilę się nie zatrzymując, czy odwracając.
Fuyu spojrzała trochę zbita z tropu na siedzącego wiernie przy jej nodze wilka.
-Kiedy mam zacząć ?
-Od zaraz, lub jutro. Jeśli chcesz odpocząć po dzisiejszym zaczniesz jutro, ale jeśli czujesz się na si...
-Idę.- Powiedziała z uśmiechem, nie dając mu nawet dokończyć i już jej nie było.
Mrok zaśmiał się, a jego rechot odbił się echem od kamiennych murów.
-Będzie pożytek z tej dziewczyny, oj będzie.

~~JACK
Gdy z North'em dotarliśmy na miejsce sytuacja może i się polepszyła, ale i tak nie było za wesoło.
-Co to może znaczyć ? Mrok znowu zaczyna ?- Spojrzałem na jego wykrzywioną w skupieniu twarz.
-Coś jest nie tak Jack.- Mruknął pod nosem.- To nie jest jego sposób działania...
-Ktoś mu...pomaga ?
-Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, ale trzeba to wziąć pod uwagę.- Spojrzał w końcu na mnie.- Teraz pomóżmy Pisaskowi.
North odleciał na swoich saniach w głąb miasta goniąc piaskowe konie.
A ja ? Ja zastygłem w bezruchu gdy przypomniałem sobie o tej dziwnej postaci na dachu.
-Ktoś mu pomaga...- Powiedziałem sam do siebie.

~~~~
Yoru- Noc
Przepraszam wszystkich za zwłokę.

środa, 30 lipca 2014

Rozdział 10

~~YUKI
Leżeć i nic nie robić. Najlepsze co w tej chwili mogłam wymyślić.
Podobno tępe gapienie się w sufit wzmaga kreatywność i pobudza wyobraźnię.......nie, to mit.

~~NARRATOR
Westchnęła ciężko przewracając się na lewy bok. Zwinęła się w kłębek.
Wiedziała już co chce zrobić i nie było szans, by zrezygnowała. Problem w tym, że nie wiedziała jak się do tego zabrać.
-Dobra.- Mruknęła ignorując jakby próbującego ją powstrzymać kota.
Wstała i podeszła do szafy, by ubrać się i zarzucić na siebie czarny płaszcz sięgający do kolan.
-Mondi uspokój się.- Szepnęła do coraz głośniej miauczącego kota.
Stanęła na środku pokoju tuż przy czarnym piachu.
-Ej ty Mrok ! Piszę się na to !-Rozejrzała się po pokoju.
Zgryzła wargę czując w sobie dziwną nienawiść, lęk, i ściśnięty żołądek.
Nie czekała długo, by pach zaczął wirować a z niego w końcu wyłonił się Mrok z podejrzanym uśmiechem,
Pocierał on dłonie jakby nie mogąc się czegoś doczekać.
-A więc.- Zaczął nonszalanckim głosem.- Przystajesz na moją propozycję ?- Wyciągnął chudą dłoń w jej stronę.- Pójdziesz ze mną ?
-Dla...Yuki.- Przełknęła cicho ślinę chwytając dłoń mężczyzny.
Poczuła ogromny ból gdy piach okrążył ich ze wszystkich stron i wdarł się do jej piersi. Padła na kolana głośno krzycząc. Coś w jej sercu rozrywało je i rozlewało się na całe ciało, chłód wprawił jej ciało w dreszcz. Co chwila traciła oddech jakby coś ściskało systematycznie jej płuca nie pozwalając zaczerpnąć powietrza, a nawet gdyby chciała to jedynie krzyczała nie mogąc znieść przeszywającego ciało bólu. Jej prawa dłoń od palców, przez ramię aż po szyję oplótł jakby tatuaż przedstawiający wijące się czarne ciernie, zawinęły się wokół szyi i tam się skończył.
Piach rozstąpił się. Znajdowali się w podziemiach Mroku, który przygadał się jedynie transformacji Fuyu. Ból momentalnie zniknął a po jej poliku spłynęła ostatnia łza jaką miała już kiedykolwiek wypłakać. Była czarna jak smoła. Zamierała całe jej cierpienie, ból, sumienie i skrupuły. Odetchnęła głęboko otwierając oczy.
-Wstań moja droga.- Mrok podał jej dłoń, którą przyjęła by w końcu wstać z klęczek.- Jak się czujesz ?
Spojrzała na swoją pokrytą tatuażem dłoń, obejrzała ją z każdej strony, by w końcu zacisnąć ją w pięść.
-Świetnie.- Odparła z delikatnym uśmiechem.
Mrok podzielając jej radość uśmiechnął się szeroko.
-Od dziś jesteś dziecięciem cienia.- Powiedział obchodząc ją dookoła.
-Dziecięciem cienia ?- Obejrzała się w zwierciadle stojącym nieopodal.
Zrzuciła płaszcz zostając w czarnej bokserce i spodniach tego samego koloru. Tatuaż poruszał się, ale nie rozrastał. Zupełnie jakby żył własnym życiem. Czarna smuga pozostała na prawym poliku jako symbol jej siły, od dziś miała już nie płakać, nie czuć nic co nie jest nienawiścią i bólem. Z dumnie uniesioną głową obejrzała się w lustrze.
-Tak.- Położył swoje zimne dłonie na ramionach Fuyu.- Od dziś twoim domem jest ciemność. Nie dla nas jest słońce strażników. Nasz jest cień, nasza jest noc, nasza jest agonia. Od dziś jesteś prawie tak potężna jak ja, a raczej będziesz gdy cię wszystkiego nauczę.
-Mam moce ?- Spojrzała na niego.
-Oczywiście, że tak.- Uśmiechnął się szeroko.- Skieruj dłoń na tę kolumnę i pomyśl, że chcesz ją zniszczyć.- Machnął dłonią dzięki czemu z piasku utworzyła się spora kolumna przed nimi.
Fuyu wyciągnęła dłoń w jej stronę i tak jak ją poinstruowano pomyślała o zniszczeniu jej. Z jej prawej dłoni wystrzelił cień, który dosłownie rozbił kolumnę na proch. Nie wierząc we własną moc zacisnęła dłoń w pięść, uśmiechając się.
-Wow.- Szepnęła patrząc na to co pozostało z kolumny.
-To tylko drobna namiastka twoich przyszłych umiejętności.- Powiedział patrząc na jej reakcję.
Poderwała głowę by na niego spojrzeć.
-Naucz mnie.
-Cierpliwości moje dziecko, cierpliwości.- Teraz odpocznij. Jesteś osłabiona po transformacji.
-Mogę chociaż się tu rozejrzeć ?
-Zgoda.- Nie miał zamiaru jej niczego bronić.- Tylko później idź odpocząć. Gdy już będziesz tego chciała on wskaże ci twoją komnatę.- Po tych słowach rozpłynął się.
Przed Fuyu pojawił się jej zdaniem piękny czarny rumak o złotych oczach, stukający kopytami o kamienną podłogę. Schylił łeb w ukłonie dla niej po czym podszedł do niej, by mogła na niego wsiąść. Z łatwością dosiadła rumaka gładząc go po grzywie.
Powoli przemierzała podziemia, wypełnione głuchym stukotem kopyt. Po zaledwie 20 minutach jednak poczuła się senna.
-Zabierz mnie do mojej komnaty.- Nakazała.
Sługa posłusznie zaprowadził ją pod duże czarne drzwi prychając.
Zsiadła z niego głaszcząc jeszcze, puki nie otworzyła drzwi.
Komnata była wielka i ciemna, lecz nie przez brak oświetlenia. Ściany były czarne, tak samo jak zasłony, meble i wielkie łoże z baldachimem. Drewno pokrywające podłogę miało odcień szary jak czaszka umieszczona w drewnianej ramie łóżka nad czerwonymi poduszkami. Rzuciła się na łóżko, wtulając w miękką jedwabną pościel.
Przewróciła się na plecy i oparła o poduszki w pozycji na wpół siedzącej, patrząc na swoje ręce.
Przybliżyła je do siebie, a gdy to zrobiła nad jej dotykającymi się dłońmi rozpalił się niewielki czarny płomień. Kulka mieściła się w dłoniach, i ani trochę jej nie parzyła mimo, że unosiła się jakiś centymetr nad skórą. Dmuchnęła w niego, przez co zniknął zlewając się z mrokiem panującym w jej pokoju. Nie czuła żadnego poczucia winy, ani trochę. Wręcz czuła się dobrze wśród ciemności, opatulana przez cienie smagające delikatnie jej ciało, jakby układały ją do snu. Zasnęła.
~~JACK
-North !- Wpadłem jak oszalały do pracowni rozglądając się za czerwonym uniformem.
Gdy wypatrzyłem go przy wielkiej kuli ziemskiej pokazujące wierzące dzieci, od razu podleciałem dysząc.
-Co jest Jack ? Coś taki zmachany chłopie ?-Spojrzał na mnie.
-Posłaniec....Mroku....w....Londynie....widziałem...-Wydyszałem.
-Posłaniec Mroku ? Jak to ?- Szok wymalował się na jego twarzy, mieszając z niepokojem.
Uspokoiłem oddech.
-Siedziałem na Big Benie i zobaczyłem ruch na jednym z budynków. Gdy podleciałem tam zobaczyłem posłańca.- Opowiedziałem również zaniepokojony.
North pogładził swoją siwą brodę zastawiając się nad czymś.
-Nie dobrze. Bardzo niedobrze.
-Myślisz, że coś knuje ?-Spytałem obserwując jak chodzi w te i we wte.
Pokiwał głową 

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 9

~YUKI
Gdy uniosłam rozmazany przez łzy wzrok zobaczyłam karykaturę człowieka.
Facet wyglądał jak....potwór.
-Ktoś ty ?
-Mówią na mnie Mrok.- Odpowiedział kłaniając się.- Miło mi cię poznać Yuki.

~NARRATOR
-To nie jest moje imię.- Wydukała odwracając wzrok.
-A no tak wybacz.- Wyszeptał z udawanym współczuciem.- A więc miło mi cię poznać Fuyu.
Ta zmierzyła go wrogim wzrokiem. Coś jej mówiło, by mu nie ufać...
Jednak...wróciły do niej wszystkie wspomnienia, a wraz z nimi poczucie winy. Ponownie spadł na nią olbrzymi ciężar, który kilka lat temu odebrał jej mowę, i chęć zabawy. Strata kogoś tak bliskiego sercu doszczętnie niszczyła ją nawet gdy wydawało się, że o tym zapomniała. Tego się nie da zapomnieć. Najgorsza jest ta wiedza, że tej osoby już nie ma. Nie zobaczymy jej, nie dotkniemy, nie usłyszymy jej. Jej nie ma...I nigdy już nie będzie jej przy nas, nawet jeśli chcemy oddać własne życie w zamian za to stracone.
Fuyu otarła łzy a gdy ponownie otworzyła oczy były one znów puste a jednak pewne siebie.
Spojrzała na postać przed nią nadal pociągając nosem.
-Tęsknisz za siostrą ?- Spytał uśmiechając się "przyjaźnie".
Przed oczyma dziewczyny pojawiły się momenty z ich wspólnego życia. To jak wieczorami mimo zakazów gadały do późna, jak bawiły się w ogrodzie, i to jak niecierpliwie czekały na następny dzień...razem...
-Chciałabyś, znów ją przytulić ?
Fuyu była o 15 minut starsza od Yuki. To ona była tą silną, zawsze pocieszała siostrę i broniła jej.
-Ja mogę ci ją zwrócić, lecz sam nie dam rady.- Mówiąc to spokojnie gestykulował.
-Niby czemu mam ci ufać ?- Syknęła.
Ten jedynie zaśmiał się upiornie na jej słowa.
-Bo i tak nie masz nic do stracenia.- Przybliżył się do niej nieco i pochylając wyszeptał.- To w końcu przez ciebie twojej siostry tu nie ma.- I rozpłynął się w powietrzu.
Fuyu ponownie skuliła się i schowała twarz w kolanach. W tej chwili powróciła cała nienawiść do samej siebie. Cały lęk powiązany z tym, że teraz jest sama, kompletnie sama...

Mrok za to w wyśmienitym humorze wrócił do swoich podziemi. Wiedział, że zasiał już swoje zatrute nasionko i teraz wystarczy czekać na plony.
-Znów będę górą.- Powiedział dumnie.
Z nienawiścią i strachem Fuyu, z jej lękiem i poczucie samotności byłby niepokonany. Z tej jednej dziewczyny mógł zabrać wielkie pokłady mocy, a nie licząc już innych dzieci, które ponownie zadrżą na dźwięk imienia Mrok. Tym razem pokona tych nędznych strażników i być może nawet nie zabije tej małej, A może ją sobie zamknie i będzie z niej czerpał energie już zawsze ? Zastanowi się jeszcze nad tym. Puki co poczeka na plony, i to już wkrótce. Już tutaj czuł jej negatywne emocję. Tym razem nawet strażnicy nie pomogą. TYM razem to on będzie zwycięzcą !
Po podziemiach rozniósł się śmiech

~~JACK
Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Wędrowałem z kąta, w kąt pracowni Noth'a aż w końcu moja ciekawość nie wytrzymała i poleciałem do jego pokoju.
Zapukałem kilka razy i słysząc pozwolenie z drugiej strony niepewnie chwyciłem klamkę i otworzyłem drzwi. Siedział tyłem do mnie i najwidoczniej coś przeglądał i o ile dobrze widziałem były do pliki zapisanych kartek i parę zdjęć.
-Witaj Jack.- Widocznie spodziewał się mojej wizyty.- Odstawiłeś ją bezpiecznie ?
-Tak.- Podszedłem powoli i zajrzałem mu przez ramię.- Co robisz ?
-Te dwie spryciule mnie kiedyś zobaczyły.- Zaśmiał się pokazując mi zdjęcie Yuki i Fuyu.
Spojrzałem na resztę zdjęć. Niektóre ze świąt, inne z wakacji, jeszcze inne z ogrodu.
-Czemu przeglądasz ich papiery ?- Uniosłem się nad zimie i w powietrzu usiadłem po turecku.
-Chcę wiedzieć czemu Fuyu nas widziała.
Teraz to do mnie dotarło. Jak mogła w nas widzieć skoro w nas nie wierzyła ? Nie wyglądała ona na kogoś kto co roku czeka na mikołaja czy zająca.
-Masz jakieś  podejrzenia ?
-Mam.- Przyznał nie odrywając wzroku od papierów.- Ale to tylko nic nie warte podejrzenia.
Kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem.
-Ja się przewietrzyć pójdę.- Powiedziałem i nie oczekując żadnej reakcji wyleciałem z pracowni.

Kilka chwil później siedziałem już na jednym z zegarów Big Bena i rozmyślałem.
Naprawdę chciałem jej pomóc...kocham dzieci i świadomość, że ona jako dziecko doświadczyła tyle bólu wierciła mi dziurę w brzuchu. Westchnąłem ciężko i spojrzałem w dół. Coś poruszyło się na jednym z wyższych dachów.
Zaciekawiony zeskoczyłem z zegara i skierowałem się na dach. Zamarłem.
Przede mną stał posłaniec mroka. Patrzał się na mnie stukając kopytami w podłoże, aż w końcu zniknął.
Mrok coś kombinuję ?
Z taką myślą popędziłem do pracowni.

~~NARRATOR
Fuyu nie mogąc nawet zasnąć po prostu wpatrywała się drobiny czarnego piasku, które znikając zostawił, jak to się przedstawił "Mrok". Czy on naprawdę mógłby być na tyle silny, by dać Yuki drugie życie ?

Fuyu pobawimy się ?

Jak na zawołanie w jej głowie pojawiły się obrazy z dzieciństwa.

Fuuuuuyuuuu złapałam motyla !

Zamknęła oczy i wplątała palce we włosy chcąc zagłuszyć wspomnienia.
-Zamknijcie się.- Pisnęła ciągnąc mocno włosy.
Mrok miał rację. Co miała do stracenia ? Rodzinę ? Oszukała ją. Życie ? To ma być życie ? Przyjaciół ? No bez jaj. Miała tylko swoją nienawiść i poczucie winy. A to nie wiele, i z przyjemnością mogła to oddać. Postawiła swoje chude wręcz białe nogi na podłodze i podeszła do okna. Zawsze gdy były małe prosiły gwiazdy o pomoc, teraz widziała jak głupia i naiwna była mając nadzieję, że ktoś wysłuchał tych próśb...

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 8

~~NARRATOR
Gwałtownie odebrała mu fiolkę, lecz w momencie gdy ją chwyciła do pracowni wpadł mikołaj razem z zębową wróżką, piaskiem, i zającem.
-Tak jak myślałem. Piasek.- Zwrócił się do ludka, na co ten pokiwał głową.
Wyciągnął ręce w stronę Yuki, a z jego dłoni wyrwała się wiązka złotego piasku, która momentalnie uśpiła dziewczynę. W ostatnim momencie przytrzymał ją Jack.
-Czemu to zrobiłeś ?- Frost spojrzał na piaska.
-Fuyu jest jeszcze za słaba psychicznie, by udźwignąć te wspomnienia.- Odezwał się North.
-Jaka Fuyu ?
-Połóż ją na sofie, a wszystko ci wyjaśnimy.
Pokiwał głową i delikatnie położył szatynkę na stojącej niedaleko sofie.
Gdy to zrobił odwrócił się do reszty przyjaciół oczekując wyjaśnień.
-To jest fiolka Fuyu ?
-Tak...- Podniósł ją z ziemi i podał mikołajowi.
Ten wziął ją ostrożnie jakby nie był pewny czy powinien to zrobić, lecz gdy ząbek położyła mu dłoń na ramieniu i skinęła głową odetchnął ciężko i spojrzał na Jack'a.
-To może być dla ciebie szok...
Ząbek machnęła ręką na fiolkę, która rozświetliła całe pomieszczenie, by przenieść ich do wybranego wspomnienia.
Znaleźli się tam gdzie chwile temu była Yuki, lecz oni byli tylko obserwatorami.
-Gdzie...- Mikołaj uciszył go dłonią.
-Oglądaj a się dowiesz.
Na chodniku samotnie stała mała czarnowłosa dziewczynka. Obserwowała ona ze smutkiem w oczach bawiące się na osiedlu dzieci. Wyglądała jak młodsza wersja Yuki.
Stała tak puki...identyczna dziewczynka nie podbiegła do niej.
-To...ona...czemu tu jest druga Yuki ?- Jack kompletnie nic nie rozumiejąc spojrzał na North'a.
-To jej siostra, oglądaj.
Chłopak w szoku już się nawet nie odzywał, a nawet gdyby chciał to w tym momencie przerwałby mu krzyk.
-YUKI !!!
Dziewczynka leżała w tworzącej się kałuży krwi. Nieopodal stało rozpite auto, i mnóstwo ludzi próbujących pomóc.
-YUKI ! NIE RÓB MI TEGO !!!- Krzyczała druga szatynka.
Gdy w końcu przyjechała karetka rozganiając widownię, Yuki wyglądała jakby nie żyła, a jej ostatnie wypowiedziane słowa brzmiały "Fuyu". Lekarze zabrali ją do karetki i na sygnale odjechali w zawrotnym tępię zapewne do szpitala.
Teraz to North spojrzał na zszokowanego Frost'a ze spokojem na twarzy.
-Ale...jak to...przecież Yuki żyję...
-Nie. Żyje Fuyu, Yuki zginęła na miejscu.
Zapadła cisza. Wszyscy obserwowali jak rozhisteryzowana dziewczynka płacze odtrącając od siebie ramiona matki.
-Wszystko ci wyjaśnię.- Odparł ciężko North, kładąc mu dłoń na ramieniu.- Yuki, to tak na prawdę nie Yuki. Dziewczyna, która śpi u ząbek to Fuyu.
Jack z wielkimi oczyma kiwał powoli głową na znak, że puki co rozumie.
-Były to jednojajowe bliźniaczki, Yuki i Fuyu. Yuki jak widzisz zginęła w wypadku, gdy miały po 7 lat.
Fuyu po jej śmierci wpadła w tak głęboki stan depresyjny, że żaden psycholog nie był w stanie jej pomóc. Przestała jeść prze co przeraźliwie schudła, przestała mówić, bawić się, uśmiechać. Właściwie jedyne co robiła to siedziała skulona przy oknie w pokoju. Zmartwieni rodzice zgodzili się na dość drastyczne środki. Zaczęli jej podawać silne leki psychotropowe, które po długotrwałym zażywaniu "wymazują pamięć" prawie do czysta. Fuyu po roku terapii zapomniała nawet jak ma na imię, w tedy właśnie rodzice wmówili jej, iż ma na imię Yuki. I tak dotarliśmy do dzisiejszego dnia. Gdyby nie ta terapia Fuyu nie byłaby prawdopodobnie tak agresywna, w stosunku do reszty ludzi. Jej podświadomość tworzy tarczę ochronną wokół niej. Masz też wyjaśnienie czemu tak nienawidzi swojego rodzeństwa.
Frost osłupiał, nawet nie zauważył kiedy znaleźli się na powrót w pracowni, po prostu skamieniał.
Reszta za to zwiesiła głowy, gdyż dowiedzieli się o wszystkim niedługo przed nim. Dla wszystkich był to szok. 
-Pamiętam wszystko.- Zaskoczeni odwrócili się w stronę sofy.
Yuki, a raczej Fuyu siedziała ze łzami na polikach, które wypływały strumieniami z jej rozszerzonych oczu.
-Pamiętam wszystko....ja....to moja wina !- Krzyknęła by zaraz zalać się łzami.
Schowała twarz w dłoniach. Była w takim stanie, że nawet nie odtrąciła ząbek, która podleciał do niej i objęła delikatnie jej zdruzgotane ciało.
-To nie jest twoją winą, to był wypadek- Szeptała jej spokojnie.
-Gdybym nie uciekła na drugą stronę, gdybym nie chciała się bawić w tego jebanego berka.- Wyłkała nie mogąc powstrzymać łez.- Ja...jestem wszystkiemu winna. Gdyby nie ja ona nadal by tu była...
-Nie płacz...
Fuyu poderwała się gwałtownie.
-Nie mów mi co mam robić !- Krzyknęła ze wściekłym wyrazem twarzy.- Chcę wrócić do domu !

Nikt nie chciał się z nią kłócić a tym bardziej zmuszać ją do rozmowy. Jack sam odstawił ją do domu, i delikatnie położył na łóżku. Dziewczyna podkuliła kolana i schowała w nich twarz nadal płacząc. Frost chcąc ją pocieszyć położył ostrożnie dłoń na jej ramieniu, lecz dało to odwrotny efekt.
-WYNOŚ SIĘ !- Krzyknęła strącając jego dłoń.
Chłopak zwiesił głowę i nie odzywając się nawet zostawił ją samą.
Łzy same wylewały się z jej oczu a ściśnięte gardło uniemożliwiało normalne oddychanie. Była rozbita emocjonalnie, nawet gdyby jej dom stanął w płomieniach nie zwróciłaby na to większej uwagi.
-Jak mi przykro malutka.- Usłyszała obcy głos roznoszący się po pokoju.
-Mówiłam żebyście się wynieśli.- Warknęła nie unosząc głowy.
-Mnie nie. I sądzę, że mnie nie wygonisz skoro wiem, jak przywrócić twojej siostrze życie.
Fuyu uniosła zapłakany wzrok i spojrzała przed siebie.
-Mów...
~~
I jak uczucia po przeczytaniu ?^^

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 7

~~YUKI
-JA LATAM !!!!!
Nie no to jest świetne po prostu.

~~JACK
Jest szczęśliwa...serio jest szczęśliwa.

~~NARRATOR
Jack z szatynką na rękach z zawrotną szybkością zmierzał ku biegunowi. Chłodny wiatr muskał ich poliki i roztrzepywał włosy, lecz dla Yuki było teraz ważne uczucie towarzyszące znajdowaniu się tak wysoko nad miastami, że widać było tylko rozmazane światła.
Śmiała się, uśmiechała, i krzyczała co sił w płucach. Czuła się wolna. Jack za to nie mógł uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, która jeszcze chwilę temu wyklinała na cały świat, zupełnie jakby uwolniła swoje wewnętrzne dziecko, którego się tak wypierała. Oczy pełne zachwytu, i prawie nie zamykające się z wrażenia usta, zupełnie jakby wyszła z mroków jej ciemnego serca mała dziewczynka ciekawa świata.
Specjalnie zwolnił, by wydłużyć trasę. Chciał, by nacieszyła się tym widokiem, choć w każdej chwili był w stanie wziąć ją gdzie indziej.
Niestety jednak w końcu dotarli na biegun. Jack wylądował ostrożnie na lodzie, by chwilę potem postawić Yuki na ziemi.
-To jest ta pracownia Mikołaja ?- Spytała rozglądając się wokół.
-Tak, ale lepiej jest w środku.- Otworzył przed nią drzwi.
-WOW.- Dziewczyna od razu spojrzała w górę, lecz jej wzrok szybko rozniósł się po całej pracowni.-Moment...CO. TU. ROBIĄ. YETI...To nie te knypki pomagają ?- Z mało kumatym wyrazem twarzy wskazała na plątające się jej pod nogami elfy.
Chłopak zaśmiał się, i pochylił nad jej uchem.
-One tak myślą, ale tak na prawdę są tutaj dla zasady.- Mruknął jej do ucha powstrzymując się od zachichotania.
-Powaga ? Beka.- Zaśmiała się się i ruszyła w głąb fabryki.
Frost oprowadził ją nawet po zakamarkach, zwiedzili całą pracownie, a Yuki nawet udało się dogadać z jednym Yeti....na migi oczywiście.
-Co robimy ?- Spytała siadając na jakiejś maszynie.
-Pokazać ci pracownie ząbek ?
-Kolibra ?
-Ta, kolibra.- Podał jej dłoń zachęcająco.
-A co tam jest do oglądania ?
-Zobaczysz.- Odpowiedział jej tajemniczo.
Przystała na to gdyż, nie miała ani ochoty wracać do domu, ani siedzieć w jednym miejscu. Chłopak wziął ją ponownie na ręce i gwałtownie wzbił się w powietrze. Miała wrażenie, że ten sposób transportu nigdy się jej nie znudzi, nigdy. Podróż z pracowni mikołaja, do zębowej wróżki trwała bardzo krótko.
-Ja pieprzę to coś wygląda jak komar.- Mruknęła pod nosem widząc jedną z wróżek.
-Ej, nie obrażaj mleczuszki.- Skarcił ją białowłosy pozwalając by obrażona wróżka usiadła mu na ramieniu.
Yuki wzruszyła bezinteresownie ramionami i powoli, krok za krokiem ruszyła w głąb pracowni.
-Chciałeś mi coś pokazać nie ?- Spojrzała na niego przez ramię, nie ukrywając zaciekawienia.
Jack z uśmiechem wzbił się na wysokość metra, chwycił dziewczynę za rękę i wzleciał na wyższe "piętro".
Postawił ją na ziemi, tam gdzie były zamknięte zęby dzieci.
-...Zęby ? To chciałeś mi pokazać ?
-To nie są tylko zęby.
Spojrzała na niego dziwnie, a on z uśmiechem zaczął jej tłumaczyć o co chodzi. Uniosła brwi do gór jakby nie dowierzała.
-Twoje też tu pewnie są.- Podleciał do fiolek i zaczął przeglądać jedną po drugiej. -Chyba mam !- Krzyknął po długich poszukiwaniach.
Dziewczyna spojrzała na nią ni to z zaciekawieniem, ni to ze smutkiem. Wzięła ją od niego i obróciła w dłoni. Na wieczku była jej twarz oraz imię.
-I na co....
Nagle z fiolki wydobyło się białe oślepiające światło. Przymrużyła oczy, a gdy światło zelżało rozejrzała się dookoła. Nie była w tym samym pomieszczeniu. BA! Nie była nawet na biegunie. Stała na swojej dzielnicy, trwało lato. Dzieci z osiedla biegały, grały w klasy, w piłkę. A ona stała na chodniku. Było to wspomnienie z dzieciństwa, gdyż była strasznie niska. Miała może 8 lat.
-Yuki !- Krzyknął ktoś z daleka...znała ten głos...
W jej stronę biegła...ona ? Nie...nie możliwe. Identyczna mała dziewczynka z wielkim uśmiechem, złapała ją za dłoń i pociągnęła za sobą.
-Yuki ! Pobawmy się w berka !- Mała klepnęła ją w ramię, i śmiejąc się pobiegła na drugą stronę ulicy.
Nie pamiętała tego... skoro to jej wspomnienia...to czemu tego nie pamięta ?
Nie panując nad swoim ciałem pobiegła za nią, najwidoczniej to część wspomnienia.
-Yuki ! Stój !- Odwróciła się, to mama ją zawołała.
Sekundę później poczuła silne uderzenie. Przewróciła się, na ziemię. Słyszała jak samochód, który zapewne ją potrącił gwałtownie zahamował i wpadł na lampę. Potem tylko przeraźliwy pisk.
-YUKI ! YUKI !- Krzyczała druga dziewczynka.
Ostatkami sił spojrzała na nią. Jej twarz była zapłakana i cała czerwona. Nigdy nie widziała, by w czyiś oczach było tyle bólu, tyle cierpienia ile miało tamto dziecko.
Matka zatrzymała ją, a raczej przytuliła, płacząc, by tama nie podbiegła do niej.
Ktoś dzwonił na karetkę, ktoś inny za to sprawdzał puls.
-Fuyu nie podchodź .- Wyłkała mama przyciskając ją do siebie.
-ALE YUKI !- Wykrzyczała próbując się wyrwać.
Czemu jej mama przytulała do siebie tą dziewczynkę ? Czemu nie pamięta tego wypadku. Kim jest ta dziewczynka ?
-Fuyu...-Wyszeptała mimowolnie, starając się nie zamykać oczy gdy lekarze kładli ją na noszach. Na ziemi widniała wielka plama krwi, z rany na jej głowie.
-YUKI NIE RÓB MI TEGO ! YUKI !- Zamknęła oczy...- YUUUKI !- Ostanie co usłyszała to histeryczny, przepełniony rozpaczą krzyk.

Gdy ponownie otworzyła oczy, była znów u zębowej wróżki. Mocno ściskała fiolkę ze swoimi zębami.
Jak mogła nie pamiętać takiego wypadku ? Jak przeżyła taki wypadek ? Miała wrażenie...że tam umarła...
-Ej ! Mam drugą fiolkę !- Krzyknął Frost z niemałym zdziwieniem.- Tu też jesteś, ale jest napisane Fuyu...
-DAWAJ TO !-Krzyknęła wyciągając do niego ręce.
Jakiś mały promyk z przeszłości zaświtał w jej sercu...
~~~~~
Teraz już pewnie każdy się domyśla co się stało. ^^ Jakie są wasze podejrzenia ?

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 6

~~NARRATOR
Szczęk metalu, i pisk opon przeszył okolicę. 
-Yuki...Yuki nie rób mi tego....YUKI !

-Yuki, Yuki wstawaj !
Dziewczyna poderwała się do siadu. Znów to samo.
-Trzeba odprowadzić Lea'e na bal z okazji ferii.

~~YUKI
Ogarnij, ogarnij, ogarnij. To znów tylko sen...
-Co ?- Dopiero teraz ogarnęłam, że coś do mnie mówiono.
-Trzeba odprowadzić Lea'e na bal. Dotarło ?- Ciotka stała na de mną...wychodziła gdzieś.
- I niby ja mam to zrobić ? Zapomnij.- Powiedziałam, by chwilę potem zakopać się w cieplutkiej kołdrze.
Którą oczywiście musiała mi zabrać.
-Pogięło cię ? Oddawaj !
-Masz ją odprowadzić. Później ją odbiorę, ale teraz się spieszę, więc rusz się.
-A jak nie to co ?
-Przywitasz się z zaspą śniegową.- I wychodząc jeszcze się odwróciła.- W tym co masz na sobie.
-Się boję jak chuj.- Wymamrotałam spod poduszki.
-W takim razie zrobi to twój pchlarz.
Usłyszałam miauknięcie. Poderwałam się i spojrzałam na ciotkę, która trzymała ją za skórę na karku.
Szybko zerwałam się z łóżka i zabrałam jej ją.
-POWALIŁO CIĘ ?! PO PIERWSZE MONDI NIE JEST ZAPCHLONA ! A PO DRUGIE, JESZCZE RAZ DOTKNIESZ JĄ TĄ SWOJĄ BRUDNĄ ŁAPĄ TO WYLĄDUJESZ W RYNSZTOKU, A RACZEJ TWOJE ZWŁOKI WOON !
Trzasnęłam jej drzwiami pod nosem, a kota położyłam ostrożnie na łóżku. Co ona sobie myśli ? Durna stara wariatka.
Westchnęłam przeciągle, gdy nagle pod drzwiami przeszło równe 80 $. Cóż, i tak miałam na chwilę wyjść na dwór.

~~NARRATOR.
Zgodnie...z "umową", a raczej przekupieniem Yuki odprowadziła siostrę do przedszkola.
-Dzieci kurwa.- Warknęła pod nosem widząc roześmiane buzie przedszkolaków biegających po dziedzińcu.
Odstawiła ją pod drzwiami, lecz nie obyło się bez kilku mocnych przeklęć i groźnego spojrzenia skierowanego do matek.
-Dobra młoda, radź sobie sama. Ja miałam cię tylko odprowadzić.- I odwróciła się, by odejść.
-Nie zostaniesz z nią ?- Wtrącił matka przyjaciółki jej siostry.
-Nie za to mi płacą.- Mruknęła i poszła przed siebie jakby nic ją to nie obchodziło.
Gdy doszła do parku i siadła na oparciu ławki a nogi postawiła na miejscu do siedzenia. Nie pochwalicie tego czynu, lecz wyciągnęła z obitej ćwiekami, i obwieszonej przypinkami torby paczkę papierosów. Nie była jakoś wielce uzależniona, ale zapalić od czasu, do czasu lubiła. Odpaliła go.
-Nie powinnaś tego robić...

~~YUKI
Odwróciłam się, by zobaczyć co za bezczelny palant poucza mnie co powinnam a co nie.
-O Boże tylko nie ty.- Westchnęłam przeciągle widząc, że koło mnie siedzi latający dziadek Mróz.
Nie odpowiedział nic na to. Ta, milcz chociaż w tedy jesteś znośny.
-Może zaczniemy od początku.- Odchrząknął i wyciągnął w moją stronę rękę.- Cześć, jestem Jack Frost Miło mi.
Spojrzałam najpierw na rękę, a potem na jego uśmiechniętą twarz. Logicznie teraz nie jestem ani zdenerwowana ani zirytowana, choć ten uśmieszek mógłby sobie darować. Już niech się cieszy, uścisnęłam mu rękę.
-Yuki Rain. Zimno mi.
-To czemu nie wracasz do domu ?
-Nie lubię tego nazywać domem. To bardziej budynek jednorodzinny.- Wyrzuciłam peta przed siebie, i wlepiłam wzrok w śnieg pod ławką.
-Ale...każdy ma dom.- Czułam, że się we mnie wgapia.
-Ja nie.- Podniosłam swój wzrok z podłoża na ludzi.
Nosz gapili się jakby już nie można było pogadać do siebie.
- No i a chuj się gapicie ? Nigdy nie widzieliście osoby chorej na schizofrenię ? JUŻ NIE MOŻNA POGADAĆ DO SIEBIE W TYM KRAJU ?!
I nagle poszli dalej..dziwnie szybko.
-Nie musiałaś tak na nich krzyczeć.
-Ale chciałam.- Spojrzałam na niego.- Więc to przez ciebie tak pizga na zimę, śnieg pada, i jest zimno ?
-No tak.- Wyprostował się z dumą.
-Dzięki, to przez ciebie nie mam normalnego imienia.
Spojrzał na mnie pytająco.
-Gdyby nie było śniegu nie miałabym na imię Yuki. Yuki to po japońsku śnieg.- Wyjaśniłam jakbym gadała do debila.
-Aaaa.- Zaśmiał się.

~~JACK
Rozśmieszyła mnie, serio.
-To fajne imię.- Odpowiedziałem unosząc się nad nią.
Podniosła głowę, by na mnie spojrzeć, po czym skrzywiła się i pokręciła głową.
-Już wolałabym mieć na imię Jack.- Wymamrotała zeskakując z ławki.
-Ale to męskie imię...
- I co z tego ? Lepsze to niż imię, z innego kraju.- Wzruszyła bezinteresownie ramionami.
Uśmiechnąłem się, i poleciałem za nią.
-Jedno ci przyznam, z tym lataniem to masz zajebiście.- Powiedziała patrząc jak unoszę się w powietrzu.
Po chwili zastanowienia, uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyciągnąłem dłoń w jej stronę.
-Chcesz ze mną polecieć ?
Uniosła brwi do góry.
-Gdzie ?
-Gdzie chcesz. Może na biegun ?
-Żeby słuchać świętego jaka to byłam niegrzeczna cały rok ? Ooooo nie.- Skrzyżowała ręce, kręcąc głową.
-Nikogo nie ma w pracowni.- Mój uśmiech z radosnego zmienił się na psotny
Nagle zobaczyłem zainteresowanie w jej oczach. Opuściła ręce i z zadziornym uśmiechem podała mi dłoń.
~~~~
Jeśli mnie przekonacie to w następnym rozdziale wyjaśni się sprawa koszmarów Yuki ^^.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 5.

Nie no ja kompletnie oszalałam, odwaliło mi. Widzę mikołaja...widzę piaskowego knypa...widzę ludzkiego kolibra...widzę kanguro-królika w ludzkiej edycji głosowej...widzę...
-Jack Frost..?
~~NARRATOR
Dziewczyna spojrzała na Jack'a jakby nie dowierzała własnym oczom.
-Ty...ty mnie widzisz ?- Białowłosy postawił bose stopy na podłodze i również nie doważając zrobił krok w kierunku Yuki.
Zadziałało to jak budzik. Zmierzyła go gwałtownie wzrokiem, by po chwili przybrać zaciekłą minę, niczym maskę ochronną.
-Jeszcze krok a ta twoja laska przypierniczy ci w łeb tak mocno, że odwiedzisz Putina w Rosji.- Wy warczała przez zaciśnięte zęby.
North mógłby przysiąc, że w jej oczy rozbłysły na chwilę, nie groźnie a wręcz z dziecięcą radością.
-Co wy robicie w moim pokoju popaprańce ? Nikt wam nie dał kalendarza ? Halloween już minęło.- Obleciała wszystkich wzrokiem.
-Proszę jaka wyszczekana.- Mruknął poirytowany zając.
-Ty kangurze po wylewie się w ogóle nie odzywaj. Kupiłeś ten dywan na wyprzedaży garażowej ?
-Dywan ? KANGUR ?!- Jack roześmiał się nie mając nad tym żadnej kontroli.
-Chyba chodzi jej o twoje futro.- Wysapał nie mogąc złapać oddechu.
Yuki nie wierzyła w swój pech, najpierw ciocia teraz włamywacze idioci.
-Wiem, że jesteś tym zaskoczona...ale daj nam wszystko wytłumaczyć.- North jak zwykle był jednym z niewielu myślących trzeźwo i nie zmniejszając dystansu między nim a dziewczyną zaczął swoje wywody.
-Uznasz to za zabawne, ale...wierzysz w baśniowe postaci ?
-Nie.- Odpowiedziała od razu pewnym siebie głosem.

Pomocy...

Wszyscy prócz Yuki mogliby przysiąc, że słyszeli małą dziewczynkę.

~~Yuki.
Minęły bite 2 godziny nim dotarło do mnie co gadał...mikołaj.
-I ja mam uwierzyć w to, że jesteście serio baśniowi itp ?
-No tak, właśnie tak.- Czerwony rozsiadł się wygodnie na moim fotelu.
Zaraz...mikołaj zaciągający z rosyjskiego ? No proszę święty a z Rosji. Koliber za to okazał się zębową wróżką, knypek piaskowy ludkiem, a kangur...ni chuja nie chce mi się wierzyć, że to wielkanocny zając.
Nie wiem jednak skąd znałam imię tego kolesia z laską...notabene płaska ta jego laska (tak wiem słabe ale nie mogłam się powstrzymać xD Dop. aut.).
-Skoro tak to czemu ja was widzę ? Nie wierzę w was, nie mam 5 lat. Jak już to zgłoście się do gnoma ona was uwielbia.- Przewróciłam oczyma.
-Jesteśmy tu, by ci pomóc.- Wróżka wyglądająca jak koliber usiadła obok mnie.
-Mówisz jak moi psychiatrzy.- Mruknęłam od niechcenia.- I ja nie potrzebuje pomocy.
Odruchowo odwróciłam wzrok i skierowałam go w stronę okna. Czułam za to ich wzrok na sobie i niezbyt mi się to podobało a wręcz irytowało.
-Możecie przestać się na mnie jopić ?
-O czym był twój sen ?
Byłam na prawdę zmęczona, po prostu do tego stopnia, że nie chciało mi się z nimi dyskutować.
-Nie wiem.- Odpowiedziałam szczerze.
- Nie pamiętasz ?
-Pamiętam, ale go nie rozumiem.
-Jednak boisz się go.
-Nie wasz interes !!- Wybuchłam, znowu. Sama nie wiem czemu temat tego snu tak bardzo wyprowadza mnie z równowagi...
Usłyszałam kroki na korytarzu a zaraz po nich skrzypienie drzwi.
-Wszystko ok Yuki ?- Do pokoju weszła ciotka. Bez pukania pragnę dodać.
Schowałam twarz w dłoniach i nie odkrywając jej wyziewałam.
-Wypieprzaj mi stąd, nie masz prawa tu wchodzić bez mojego wyraźnego pozwolenia, a tym bardziej bez pukania.
-Jak ty się...
-WYPIERDALAJ POWIEDZIAŁAM !- Samokontrola poszła w pizdu.
Gdy ktoś wyprowadzi mnie z równowagi, zaczyna mnie wnerwiać wszystko co chociażby się poruszy, a jak coś powie to już w ogóle. Spojrzałam jej w oczy na co ona wzdrygnęła się gwałtownie.
~~NARRATOR.
To było TO spojrzenie. Oczy Yuki i tak były niepokojące, lecz gdy była wściekła, były... przerażające. Nawet nie wiadomo czemu, czy to przez złość czy coś innego. Jednak gdy twoje oczy spotkają bezkresną złowrogą czerń, miotającą iskrami nienawiści czujesz dreszcz, i mimo chęci nie możesz odwrócić wzroku. Zahipnotyzowany, a raczej przerażony.
-Wynocha.- Wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Kobieta odzyskując władzę nad swoim ciałem chwyciła klamkę i pospiesznie wyszła z pokoju.
Szatynka wykończona opuściła głowę, by chwilę potem odwrócić ją w stronę reszty nieproszonych gości.
- A co do was...- Ale tam już nikogo nie było...

North siedział zamyślony w swojej pracowni. Mógłby przysiąc, że skądś kojarzy tę dziewczynę.
-Yuki.- Mruknął pod nosem.- Fuyu...- Nagle poderwał się jak oparzony.- Yuki...Fuyu...
Przed oczami mikołaja mignął obraz z przeszłości. Dwie małe czarnowłose dziewczynki.
-Nie, to niemożliwe...- Zaczął krążyć o swoim pokoju, drapiąc się jednocześnie w swoją siwą gęstą brodę.
Święty zaczął kojarzyć wszystkie fakty. Wynik był jednoznaczny.
-Fuyu...- Otworzył szeroko oczy.- Nie, to nie jest jeszcze pewne.- Pokręcił głową robiąc kolejne kółko.
Po kilku dobrych godzinach rozmyśleń, postanowił nic nikomu nie mówić puki sam nie był całkowicie pewny. Czas miał pokazać odpowiedzi...
~~~~
Fuyu- Tł. Zima :)