środa, 30 lipca 2014

Rozdział 10

~~YUKI
Leżeć i nic nie robić. Najlepsze co w tej chwili mogłam wymyślić.
Podobno tępe gapienie się w sufit wzmaga kreatywność i pobudza wyobraźnię.......nie, to mit.

~~NARRATOR
Westchnęła ciężko przewracając się na lewy bok. Zwinęła się w kłębek.
Wiedziała już co chce zrobić i nie było szans, by zrezygnowała. Problem w tym, że nie wiedziała jak się do tego zabrać.
-Dobra.- Mruknęła ignorując jakby próbującego ją powstrzymać kota.
Wstała i podeszła do szafy, by ubrać się i zarzucić na siebie czarny płaszcz sięgający do kolan.
-Mondi uspokój się.- Szepnęła do coraz głośniej miauczącego kota.
Stanęła na środku pokoju tuż przy czarnym piachu.
-Ej ty Mrok ! Piszę się na to !-Rozejrzała się po pokoju.
Zgryzła wargę czując w sobie dziwną nienawiść, lęk, i ściśnięty żołądek.
Nie czekała długo, by pach zaczął wirować a z niego w końcu wyłonił się Mrok z podejrzanym uśmiechem,
Pocierał on dłonie jakby nie mogąc się czegoś doczekać.
-A więc.- Zaczął nonszalanckim głosem.- Przystajesz na moją propozycję ?- Wyciągnął chudą dłoń w jej stronę.- Pójdziesz ze mną ?
-Dla...Yuki.- Przełknęła cicho ślinę chwytając dłoń mężczyzny.
Poczuła ogromny ból gdy piach okrążył ich ze wszystkich stron i wdarł się do jej piersi. Padła na kolana głośno krzycząc. Coś w jej sercu rozrywało je i rozlewało się na całe ciało, chłód wprawił jej ciało w dreszcz. Co chwila traciła oddech jakby coś ściskało systematycznie jej płuca nie pozwalając zaczerpnąć powietrza, a nawet gdyby chciała to jedynie krzyczała nie mogąc znieść przeszywającego ciało bólu. Jej prawa dłoń od palców, przez ramię aż po szyję oplótł jakby tatuaż przedstawiający wijące się czarne ciernie, zawinęły się wokół szyi i tam się skończył.
Piach rozstąpił się. Znajdowali się w podziemiach Mroku, który przygadał się jedynie transformacji Fuyu. Ból momentalnie zniknął a po jej poliku spłynęła ostatnia łza jaką miała już kiedykolwiek wypłakać. Była czarna jak smoła. Zamierała całe jej cierpienie, ból, sumienie i skrupuły. Odetchnęła głęboko otwierając oczy.
-Wstań moja droga.- Mrok podał jej dłoń, którą przyjęła by w końcu wstać z klęczek.- Jak się czujesz ?
Spojrzała na swoją pokrytą tatuażem dłoń, obejrzała ją z każdej strony, by w końcu zacisnąć ją w pięść.
-Świetnie.- Odparła z delikatnym uśmiechem.
Mrok podzielając jej radość uśmiechnął się szeroko.
-Od dziś jesteś dziecięciem cienia.- Powiedział obchodząc ją dookoła.
-Dziecięciem cienia ?- Obejrzała się w zwierciadle stojącym nieopodal.
Zrzuciła płaszcz zostając w czarnej bokserce i spodniach tego samego koloru. Tatuaż poruszał się, ale nie rozrastał. Zupełnie jakby żył własnym życiem. Czarna smuga pozostała na prawym poliku jako symbol jej siły, od dziś miała już nie płakać, nie czuć nic co nie jest nienawiścią i bólem. Z dumnie uniesioną głową obejrzała się w lustrze.
-Tak.- Położył swoje zimne dłonie na ramionach Fuyu.- Od dziś twoim domem jest ciemność. Nie dla nas jest słońce strażników. Nasz jest cień, nasza jest noc, nasza jest agonia. Od dziś jesteś prawie tak potężna jak ja, a raczej będziesz gdy cię wszystkiego nauczę.
-Mam moce ?- Spojrzała na niego.
-Oczywiście, że tak.- Uśmiechnął się szeroko.- Skieruj dłoń na tę kolumnę i pomyśl, że chcesz ją zniszczyć.- Machnął dłonią dzięki czemu z piasku utworzyła się spora kolumna przed nimi.
Fuyu wyciągnęła dłoń w jej stronę i tak jak ją poinstruowano pomyślała o zniszczeniu jej. Z jej prawej dłoni wystrzelił cień, który dosłownie rozbił kolumnę na proch. Nie wierząc we własną moc zacisnęła dłoń w pięść, uśmiechając się.
-Wow.- Szepnęła patrząc na to co pozostało z kolumny.
-To tylko drobna namiastka twoich przyszłych umiejętności.- Powiedział patrząc na jej reakcję.
Poderwała głowę by na niego spojrzeć.
-Naucz mnie.
-Cierpliwości moje dziecko, cierpliwości.- Teraz odpocznij. Jesteś osłabiona po transformacji.
-Mogę chociaż się tu rozejrzeć ?
-Zgoda.- Nie miał zamiaru jej niczego bronić.- Tylko później idź odpocząć. Gdy już będziesz tego chciała on wskaże ci twoją komnatę.- Po tych słowach rozpłynął się.
Przed Fuyu pojawił się jej zdaniem piękny czarny rumak o złotych oczach, stukający kopytami o kamienną podłogę. Schylił łeb w ukłonie dla niej po czym podszedł do niej, by mogła na niego wsiąść. Z łatwością dosiadła rumaka gładząc go po grzywie.
Powoli przemierzała podziemia, wypełnione głuchym stukotem kopyt. Po zaledwie 20 minutach jednak poczuła się senna.
-Zabierz mnie do mojej komnaty.- Nakazała.
Sługa posłusznie zaprowadził ją pod duże czarne drzwi prychając.
Zsiadła z niego głaszcząc jeszcze, puki nie otworzyła drzwi.
Komnata była wielka i ciemna, lecz nie przez brak oświetlenia. Ściany były czarne, tak samo jak zasłony, meble i wielkie łoże z baldachimem. Drewno pokrywające podłogę miało odcień szary jak czaszka umieszczona w drewnianej ramie łóżka nad czerwonymi poduszkami. Rzuciła się na łóżko, wtulając w miękką jedwabną pościel.
Przewróciła się na plecy i oparła o poduszki w pozycji na wpół siedzącej, patrząc na swoje ręce.
Przybliżyła je do siebie, a gdy to zrobiła nad jej dotykającymi się dłońmi rozpalił się niewielki czarny płomień. Kulka mieściła się w dłoniach, i ani trochę jej nie parzyła mimo, że unosiła się jakiś centymetr nad skórą. Dmuchnęła w niego, przez co zniknął zlewając się z mrokiem panującym w jej pokoju. Nie czuła żadnego poczucia winy, ani trochę. Wręcz czuła się dobrze wśród ciemności, opatulana przez cienie smagające delikatnie jej ciało, jakby układały ją do snu. Zasnęła.
~~JACK
-North !- Wpadłem jak oszalały do pracowni rozglądając się za czerwonym uniformem.
Gdy wypatrzyłem go przy wielkiej kuli ziemskiej pokazujące wierzące dzieci, od razu podleciałem dysząc.
-Co jest Jack ? Coś taki zmachany chłopie ?-Spojrzał na mnie.
-Posłaniec....Mroku....w....Londynie....widziałem...-Wydyszałem.
-Posłaniec Mroku ? Jak to ?- Szok wymalował się na jego twarzy, mieszając z niepokojem.
Uspokoiłem oddech.
-Siedziałem na Big Benie i zobaczyłem ruch na jednym z budynków. Gdy podleciałem tam zobaczyłem posłańca.- Opowiedziałem również zaniepokojony.
North pogładził swoją siwą brodę zastawiając się nad czymś.
-Nie dobrze. Bardzo niedobrze.
-Myślisz, że coś knuje ?-Spytałem obserwując jak chodzi w te i we wte.
Pokiwał głową 

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 9

~YUKI
Gdy uniosłam rozmazany przez łzy wzrok zobaczyłam karykaturę człowieka.
Facet wyglądał jak....potwór.
-Ktoś ty ?
-Mówią na mnie Mrok.- Odpowiedział kłaniając się.- Miło mi cię poznać Yuki.

~NARRATOR
-To nie jest moje imię.- Wydukała odwracając wzrok.
-A no tak wybacz.- Wyszeptał z udawanym współczuciem.- A więc miło mi cię poznać Fuyu.
Ta zmierzyła go wrogim wzrokiem. Coś jej mówiło, by mu nie ufać...
Jednak...wróciły do niej wszystkie wspomnienia, a wraz z nimi poczucie winy. Ponownie spadł na nią olbrzymi ciężar, który kilka lat temu odebrał jej mowę, i chęć zabawy. Strata kogoś tak bliskiego sercu doszczętnie niszczyła ją nawet gdy wydawało się, że o tym zapomniała. Tego się nie da zapomnieć. Najgorsza jest ta wiedza, że tej osoby już nie ma. Nie zobaczymy jej, nie dotkniemy, nie usłyszymy jej. Jej nie ma...I nigdy już nie będzie jej przy nas, nawet jeśli chcemy oddać własne życie w zamian za to stracone.
Fuyu otarła łzy a gdy ponownie otworzyła oczy były one znów puste a jednak pewne siebie.
Spojrzała na postać przed nią nadal pociągając nosem.
-Tęsknisz za siostrą ?- Spytał uśmiechając się "przyjaźnie".
Przed oczyma dziewczyny pojawiły się momenty z ich wspólnego życia. To jak wieczorami mimo zakazów gadały do późna, jak bawiły się w ogrodzie, i to jak niecierpliwie czekały na następny dzień...razem...
-Chciałabyś, znów ją przytulić ?
Fuyu była o 15 minut starsza od Yuki. To ona była tą silną, zawsze pocieszała siostrę i broniła jej.
-Ja mogę ci ją zwrócić, lecz sam nie dam rady.- Mówiąc to spokojnie gestykulował.
-Niby czemu mam ci ufać ?- Syknęła.
Ten jedynie zaśmiał się upiornie na jej słowa.
-Bo i tak nie masz nic do stracenia.- Przybliżył się do niej nieco i pochylając wyszeptał.- To w końcu przez ciebie twojej siostry tu nie ma.- I rozpłynął się w powietrzu.
Fuyu ponownie skuliła się i schowała twarz w kolanach. W tej chwili powróciła cała nienawiść do samej siebie. Cały lęk powiązany z tym, że teraz jest sama, kompletnie sama...

Mrok za to w wyśmienitym humorze wrócił do swoich podziemi. Wiedział, że zasiał już swoje zatrute nasionko i teraz wystarczy czekać na plony.
-Znów będę górą.- Powiedział dumnie.
Z nienawiścią i strachem Fuyu, z jej lękiem i poczucie samotności byłby niepokonany. Z tej jednej dziewczyny mógł zabrać wielkie pokłady mocy, a nie licząc już innych dzieci, które ponownie zadrżą na dźwięk imienia Mrok. Tym razem pokona tych nędznych strażników i być może nawet nie zabije tej małej, A może ją sobie zamknie i będzie z niej czerpał energie już zawsze ? Zastanowi się jeszcze nad tym. Puki co poczeka na plony, i to już wkrótce. Już tutaj czuł jej negatywne emocję. Tym razem nawet strażnicy nie pomogą. TYM razem to on będzie zwycięzcą !
Po podziemiach rozniósł się śmiech

~~JACK
Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Wędrowałem z kąta, w kąt pracowni Noth'a aż w końcu moja ciekawość nie wytrzymała i poleciałem do jego pokoju.
Zapukałem kilka razy i słysząc pozwolenie z drugiej strony niepewnie chwyciłem klamkę i otworzyłem drzwi. Siedział tyłem do mnie i najwidoczniej coś przeglądał i o ile dobrze widziałem były do pliki zapisanych kartek i parę zdjęć.
-Witaj Jack.- Widocznie spodziewał się mojej wizyty.- Odstawiłeś ją bezpiecznie ?
-Tak.- Podszedłem powoli i zajrzałem mu przez ramię.- Co robisz ?
-Te dwie spryciule mnie kiedyś zobaczyły.- Zaśmiał się pokazując mi zdjęcie Yuki i Fuyu.
Spojrzałem na resztę zdjęć. Niektóre ze świąt, inne z wakacji, jeszcze inne z ogrodu.
-Czemu przeglądasz ich papiery ?- Uniosłem się nad zimie i w powietrzu usiadłem po turecku.
-Chcę wiedzieć czemu Fuyu nas widziała.
Teraz to do mnie dotarło. Jak mogła w nas widzieć skoro w nas nie wierzyła ? Nie wyglądała ona na kogoś kto co roku czeka na mikołaja czy zająca.
-Masz jakieś  podejrzenia ?
-Mam.- Przyznał nie odrywając wzroku od papierów.- Ale to tylko nic nie warte podejrzenia.
Kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem.
-Ja się przewietrzyć pójdę.- Powiedziałem i nie oczekując żadnej reakcji wyleciałem z pracowni.

Kilka chwil później siedziałem już na jednym z zegarów Big Bena i rozmyślałem.
Naprawdę chciałem jej pomóc...kocham dzieci i świadomość, że ona jako dziecko doświadczyła tyle bólu wierciła mi dziurę w brzuchu. Westchnąłem ciężko i spojrzałem w dół. Coś poruszyło się na jednym z wyższych dachów.
Zaciekawiony zeskoczyłem z zegara i skierowałem się na dach. Zamarłem.
Przede mną stał posłaniec mroka. Patrzał się na mnie stukając kopytami w podłoże, aż w końcu zniknął.
Mrok coś kombinuję ?
Z taką myślą popędziłem do pracowni.

~~NARRATOR
Fuyu nie mogąc nawet zasnąć po prostu wpatrywała się drobiny czarnego piasku, które znikając zostawił, jak to się przedstawił "Mrok". Czy on naprawdę mógłby być na tyle silny, by dać Yuki drugie życie ?

Fuyu pobawimy się ?

Jak na zawołanie w jej głowie pojawiły się obrazy z dzieciństwa.

Fuuuuuyuuuu złapałam motyla !

Zamknęła oczy i wplątała palce we włosy chcąc zagłuszyć wspomnienia.
-Zamknijcie się.- Pisnęła ciągnąc mocno włosy.
Mrok miał rację. Co miała do stracenia ? Rodzinę ? Oszukała ją. Życie ? To ma być życie ? Przyjaciół ? No bez jaj. Miała tylko swoją nienawiść i poczucie winy. A to nie wiele, i z przyjemnością mogła to oddać. Postawiła swoje chude wręcz białe nogi na podłodze i podeszła do okna. Zawsze gdy były małe prosiły gwiazdy o pomoc, teraz widziała jak głupia i naiwna była mając nadzieję, że ktoś wysłuchał tych próśb...

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 8

~~NARRATOR
Gwałtownie odebrała mu fiolkę, lecz w momencie gdy ją chwyciła do pracowni wpadł mikołaj razem z zębową wróżką, piaskiem, i zającem.
-Tak jak myślałem. Piasek.- Zwrócił się do ludka, na co ten pokiwał głową.
Wyciągnął ręce w stronę Yuki, a z jego dłoni wyrwała się wiązka złotego piasku, która momentalnie uśpiła dziewczynę. W ostatnim momencie przytrzymał ją Jack.
-Czemu to zrobiłeś ?- Frost spojrzał na piaska.
-Fuyu jest jeszcze za słaba psychicznie, by udźwignąć te wspomnienia.- Odezwał się North.
-Jaka Fuyu ?
-Połóż ją na sofie, a wszystko ci wyjaśnimy.
Pokiwał głową i delikatnie położył szatynkę na stojącej niedaleko sofie.
Gdy to zrobił odwrócił się do reszty przyjaciół oczekując wyjaśnień.
-To jest fiolka Fuyu ?
-Tak...- Podniósł ją z ziemi i podał mikołajowi.
Ten wziął ją ostrożnie jakby nie był pewny czy powinien to zrobić, lecz gdy ząbek położyła mu dłoń na ramieniu i skinęła głową odetchnął ciężko i spojrzał na Jack'a.
-To może być dla ciebie szok...
Ząbek machnęła ręką na fiolkę, która rozświetliła całe pomieszczenie, by przenieść ich do wybranego wspomnienia.
Znaleźli się tam gdzie chwile temu była Yuki, lecz oni byli tylko obserwatorami.
-Gdzie...- Mikołaj uciszył go dłonią.
-Oglądaj a się dowiesz.
Na chodniku samotnie stała mała czarnowłosa dziewczynka. Obserwowała ona ze smutkiem w oczach bawiące się na osiedlu dzieci. Wyglądała jak młodsza wersja Yuki.
Stała tak puki...identyczna dziewczynka nie podbiegła do niej.
-To...ona...czemu tu jest druga Yuki ?- Jack kompletnie nic nie rozumiejąc spojrzał na North'a.
-To jej siostra, oglądaj.
Chłopak w szoku już się nawet nie odzywał, a nawet gdyby chciał to w tym momencie przerwałby mu krzyk.
-YUKI !!!
Dziewczynka leżała w tworzącej się kałuży krwi. Nieopodal stało rozpite auto, i mnóstwo ludzi próbujących pomóc.
-YUKI ! NIE RÓB MI TEGO !!!- Krzyczała druga szatynka.
Gdy w końcu przyjechała karetka rozganiając widownię, Yuki wyglądała jakby nie żyła, a jej ostatnie wypowiedziane słowa brzmiały "Fuyu". Lekarze zabrali ją do karetki i na sygnale odjechali w zawrotnym tępię zapewne do szpitala.
Teraz to North spojrzał na zszokowanego Frost'a ze spokojem na twarzy.
-Ale...jak to...przecież Yuki żyję...
-Nie. Żyje Fuyu, Yuki zginęła na miejscu.
Zapadła cisza. Wszyscy obserwowali jak rozhisteryzowana dziewczynka płacze odtrącając od siebie ramiona matki.
-Wszystko ci wyjaśnię.- Odparł ciężko North, kładąc mu dłoń na ramieniu.- Yuki, to tak na prawdę nie Yuki. Dziewczyna, która śpi u ząbek to Fuyu.
Jack z wielkimi oczyma kiwał powoli głową na znak, że puki co rozumie.
-Były to jednojajowe bliźniaczki, Yuki i Fuyu. Yuki jak widzisz zginęła w wypadku, gdy miały po 7 lat.
Fuyu po jej śmierci wpadła w tak głęboki stan depresyjny, że żaden psycholog nie był w stanie jej pomóc. Przestała jeść prze co przeraźliwie schudła, przestała mówić, bawić się, uśmiechać. Właściwie jedyne co robiła to siedziała skulona przy oknie w pokoju. Zmartwieni rodzice zgodzili się na dość drastyczne środki. Zaczęli jej podawać silne leki psychotropowe, które po długotrwałym zażywaniu "wymazują pamięć" prawie do czysta. Fuyu po roku terapii zapomniała nawet jak ma na imię, w tedy właśnie rodzice wmówili jej, iż ma na imię Yuki. I tak dotarliśmy do dzisiejszego dnia. Gdyby nie ta terapia Fuyu nie byłaby prawdopodobnie tak agresywna, w stosunku do reszty ludzi. Jej podświadomość tworzy tarczę ochronną wokół niej. Masz też wyjaśnienie czemu tak nienawidzi swojego rodzeństwa.
Frost osłupiał, nawet nie zauważył kiedy znaleźli się na powrót w pracowni, po prostu skamieniał.
Reszta za to zwiesiła głowy, gdyż dowiedzieli się o wszystkim niedługo przed nim. Dla wszystkich był to szok. 
-Pamiętam wszystko.- Zaskoczeni odwrócili się w stronę sofy.
Yuki, a raczej Fuyu siedziała ze łzami na polikach, które wypływały strumieniami z jej rozszerzonych oczu.
-Pamiętam wszystko....ja....to moja wina !- Krzyknęła by zaraz zalać się łzami.
Schowała twarz w dłoniach. Była w takim stanie, że nawet nie odtrąciła ząbek, która podleciał do niej i objęła delikatnie jej zdruzgotane ciało.
-To nie jest twoją winą, to był wypadek- Szeptała jej spokojnie.
-Gdybym nie uciekła na drugą stronę, gdybym nie chciała się bawić w tego jebanego berka.- Wyłkała nie mogąc powstrzymać łez.- Ja...jestem wszystkiemu winna. Gdyby nie ja ona nadal by tu była...
-Nie płacz...
Fuyu poderwała się gwałtownie.
-Nie mów mi co mam robić !- Krzyknęła ze wściekłym wyrazem twarzy.- Chcę wrócić do domu !

Nikt nie chciał się z nią kłócić a tym bardziej zmuszać ją do rozmowy. Jack sam odstawił ją do domu, i delikatnie położył na łóżku. Dziewczyna podkuliła kolana i schowała w nich twarz nadal płacząc. Frost chcąc ją pocieszyć położył ostrożnie dłoń na jej ramieniu, lecz dało to odwrotny efekt.
-WYNOŚ SIĘ !- Krzyknęła strącając jego dłoń.
Chłopak zwiesił głowę i nie odzywając się nawet zostawił ją samą.
Łzy same wylewały się z jej oczu a ściśnięte gardło uniemożliwiało normalne oddychanie. Była rozbita emocjonalnie, nawet gdyby jej dom stanął w płomieniach nie zwróciłaby na to większej uwagi.
-Jak mi przykro malutka.- Usłyszała obcy głos roznoszący się po pokoju.
-Mówiłam żebyście się wynieśli.- Warknęła nie unosząc głowy.
-Mnie nie. I sądzę, że mnie nie wygonisz skoro wiem, jak przywrócić twojej siostrze życie.
Fuyu uniosła zapłakany wzrok i spojrzała przed siebie.
-Mów...
~~
I jak uczucia po przeczytaniu ?^^

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 7

~~YUKI
-JA LATAM !!!!!
Nie no to jest świetne po prostu.

~~JACK
Jest szczęśliwa...serio jest szczęśliwa.

~~NARRATOR
Jack z szatynką na rękach z zawrotną szybkością zmierzał ku biegunowi. Chłodny wiatr muskał ich poliki i roztrzepywał włosy, lecz dla Yuki było teraz ważne uczucie towarzyszące znajdowaniu się tak wysoko nad miastami, że widać było tylko rozmazane światła.
Śmiała się, uśmiechała, i krzyczała co sił w płucach. Czuła się wolna. Jack za to nie mógł uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, która jeszcze chwilę temu wyklinała na cały świat, zupełnie jakby uwolniła swoje wewnętrzne dziecko, którego się tak wypierała. Oczy pełne zachwytu, i prawie nie zamykające się z wrażenia usta, zupełnie jakby wyszła z mroków jej ciemnego serca mała dziewczynka ciekawa świata.
Specjalnie zwolnił, by wydłużyć trasę. Chciał, by nacieszyła się tym widokiem, choć w każdej chwili był w stanie wziąć ją gdzie indziej.
Niestety jednak w końcu dotarli na biegun. Jack wylądował ostrożnie na lodzie, by chwilę potem postawić Yuki na ziemi.
-To jest ta pracownia Mikołaja ?- Spytała rozglądając się wokół.
-Tak, ale lepiej jest w środku.- Otworzył przed nią drzwi.
-WOW.- Dziewczyna od razu spojrzała w górę, lecz jej wzrok szybko rozniósł się po całej pracowni.-Moment...CO. TU. ROBIĄ. YETI...To nie te knypki pomagają ?- Z mało kumatym wyrazem twarzy wskazała na plątające się jej pod nogami elfy.
Chłopak zaśmiał się, i pochylił nad jej uchem.
-One tak myślą, ale tak na prawdę są tutaj dla zasady.- Mruknął jej do ucha powstrzymując się od zachichotania.
-Powaga ? Beka.- Zaśmiała się się i ruszyła w głąb fabryki.
Frost oprowadził ją nawet po zakamarkach, zwiedzili całą pracownie, a Yuki nawet udało się dogadać z jednym Yeti....na migi oczywiście.
-Co robimy ?- Spytała siadając na jakiejś maszynie.
-Pokazać ci pracownie ząbek ?
-Kolibra ?
-Ta, kolibra.- Podał jej dłoń zachęcająco.
-A co tam jest do oglądania ?
-Zobaczysz.- Odpowiedział jej tajemniczo.
Przystała na to gdyż, nie miała ani ochoty wracać do domu, ani siedzieć w jednym miejscu. Chłopak wziął ją ponownie na ręce i gwałtownie wzbił się w powietrze. Miała wrażenie, że ten sposób transportu nigdy się jej nie znudzi, nigdy. Podróż z pracowni mikołaja, do zębowej wróżki trwała bardzo krótko.
-Ja pieprzę to coś wygląda jak komar.- Mruknęła pod nosem widząc jedną z wróżek.
-Ej, nie obrażaj mleczuszki.- Skarcił ją białowłosy pozwalając by obrażona wróżka usiadła mu na ramieniu.
Yuki wzruszyła bezinteresownie ramionami i powoli, krok za krokiem ruszyła w głąb pracowni.
-Chciałeś mi coś pokazać nie ?- Spojrzała na niego przez ramię, nie ukrywając zaciekawienia.
Jack z uśmiechem wzbił się na wysokość metra, chwycił dziewczynę za rękę i wzleciał na wyższe "piętro".
Postawił ją na ziemi, tam gdzie były zamknięte zęby dzieci.
-...Zęby ? To chciałeś mi pokazać ?
-To nie są tylko zęby.
Spojrzała na niego dziwnie, a on z uśmiechem zaczął jej tłumaczyć o co chodzi. Uniosła brwi do gór jakby nie dowierzała.
-Twoje też tu pewnie są.- Podleciał do fiolek i zaczął przeglądać jedną po drugiej. -Chyba mam !- Krzyknął po długich poszukiwaniach.
Dziewczyna spojrzała na nią ni to z zaciekawieniem, ni to ze smutkiem. Wzięła ją od niego i obróciła w dłoni. Na wieczku była jej twarz oraz imię.
-I na co....
Nagle z fiolki wydobyło się białe oślepiające światło. Przymrużyła oczy, a gdy światło zelżało rozejrzała się dookoła. Nie była w tym samym pomieszczeniu. BA! Nie była nawet na biegunie. Stała na swojej dzielnicy, trwało lato. Dzieci z osiedla biegały, grały w klasy, w piłkę. A ona stała na chodniku. Było to wspomnienie z dzieciństwa, gdyż była strasznie niska. Miała może 8 lat.
-Yuki !- Krzyknął ktoś z daleka...znała ten głos...
W jej stronę biegła...ona ? Nie...nie możliwe. Identyczna mała dziewczynka z wielkim uśmiechem, złapała ją za dłoń i pociągnęła za sobą.
-Yuki ! Pobawmy się w berka !- Mała klepnęła ją w ramię, i śmiejąc się pobiegła na drugą stronę ulicy.
Nie pamiętała tego... skoro to jej wspomnienia...to czemu tego nie pamięta ?
Nie panując nad swoim ciałem pobiegła za nią, najwidoczniej to część wspomnienia.
-Yuki ! Stój !- Odwróciła się, to mama ją zawołała.
Sekundę później poczuła silne uderzenie. Przewróciła się, na ziemię. Słyszała jak samochód, który zapewne ją potrącił gwałtownie zahamował i wpadł na lampę. Potem tylko przeraźliwy pisk.
-YUKI ! YUKI !- Krzyczała druga dziewczynka.
Ostatkami sił spojrzała na nią. Jej twarz była zapłakana i cała czerwona. Nigdy nie widziała, by w czyiś oczach było tyle bólu, tyle cierpienia ile miało tamto dziecko.
Matka zatrzymała ją, a raczej przytuliła, płacząc, by tama nie podbiegła do niej.
Ktoś dzwonił na karetkę, ktoś inny za to sprawdzał puls.
-Fuyu nie podchodź .- Wyłkała mama przyciskając ją do siebie.
-ALE YUKI !- Wykrzyczała próbując się wyrwać.
Czemu jej mama przytulała do siebie tą dziewczynkę ? Czemu nie pamięta tego wypadku. Kim jest ta dziewczynka ?
-Fuyu...-Wyszeptała mimowolnie, starając się nie zamykać oczy gdy lekarze kładli ją na noszach. Na ziemi widniała wielka plama krwi, z rany na jej głowie.
-YUKI NIE RÓB MI TEGO ! YUKI !- Zamknęła oczy...- YUUUKI !- Ostanie co usłyszała to histeryczny, przepełniony rozpaczą krzyk.

Gdy ponownie otworzyła oczy, była znów u zębowej wróżki. Mocno ściskała fiolkę ze swoimi zębami.
Jak mogła nie pamiętać takiego wypadku ? Jak przeżyła taki wypadek ? Miała wrażenie...że tam umarła...
-Ej ! Mam drugą fiolkę !- Krzyknął Frost z niemałym zdziwieniem.- Tu też jesteś, ale jest napisane Fuyu...
-DAWAJ TO !-Krzyknęła wyciągając do niego ręce.
Jakiś mały promyk z przeszłości zaświtał w jej sercu...
~~~~~
Teraz już pewnie każdy się domyśla co się stało. ^^ Jakie są wasze podejrzenia ?

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 6

~~NARRATOR
Szczęk metalu, i pisk opon przeszył okolicę. 
-Yuki...Yuki nie rób mi tego....YUKI !

-Yuki, Yuki wstawaj !
Dziewczyna poderwała się do siadu. Znów to samo.
-Trzeba odprowadzić Lea'e na bal z okazji ferii.

~~YUKI
Ogarnij, ogarnij, ogarnij. To znów tylko sen...
-Co ?- Dopiero teraz ogarnęłam, że coś do mnie mówiono.
-Trzeba odprowadzić Lea'e na bal. Dotarło ?- Ciotka stała na de mną...wychodziła gdzieś.
- I niby ja mam to zrobić ? Zapomnij.- Powiedziałam, by chwilę potem zakopać się w cieplutkiej kołdrze.
Którą oczywiście musiała mi zabrać.
-Pogięło cię ? Oddawaj !
-Masz ją odprowadzić. Później ją odbiorę, ale teraz się spieszę, więc rusz się.
-A jak nie to co ?
-Przywitasz się z zaspą śniegową.- I wychodząc jeszcze się odwróciła.- W tym co masz na sobie.
-Się boję jak chuj.- Wymamrotałam spod poduszki.
-W takim razie zrobi to twój pchlarz.
Usłyszałam miauknięcie. Poderwałam się i spojrzałam na ciotkę, która trzymała ją za skórę na karku.
Szybko zerwałam się z łóżka i zabrałam jej ją.
-POWALIŁO CIĘ ?! PO PIERWSZE MONDI NIE JEST ZAPCHLONA ! A PO DRUGIE, JESZCZE RAZ DOTKNIESZ JĄ TĄ SWOJĄ BRUDNĄ ŁAPĄ TO WYLĄDUJESZ W RYNSZTOKU, A RACZEJ TWOJE ZWŁOKI WOON !
Trzasnęłam jej drzwiami pod nosem, a kota położyłam ostrożnie na łóżku. Co ona sobie myśli ? Durna stara wariatka.
Westchnęłam przeciągle, gdy nagle pod drzwiami przeszło równe 80 $. Cóż, i tak miałam na chwilę wyjść na dwór.

~~NARRATOR.
Zgodnie...z "umową", a raczej przekupieniem Yuki odprowadziła siostrę do przedszkola.
-Dzieci kurwa.- Warknęła pod nosem widząc roześmiane buzie przedszkolaków biegających po dziedzińcu.
Odstawiła ją pod drzwiami, lecz nie obyło się bez kilku mocnych przeklęć i groźnego spojrzenia skierowanego do matek.
-Dobra młoda, radź sobie sama. Ja miałam cię tylko odprowadzić.- I odwróciła się, by odejść.
-Nie zostaniesz z nią ?- Wtrącił matka przyjaciółki jej siostry.
-Nie za to mi płacą.- Mruknęła i poszła przed siebie jakby nic ją to nie obchodziło.
Gdy doszła do parku i siadła na oparciu ławki a nogi postawiła na miejscu do siedzenia. Nie pochwalicie tego czynu, lecz wyciągnęła z obitej ćwiekami, i obwieszonej przypinkami torby paczkę papierosów. Nie była jakoś wielce uzależniona, ale zapalić od czasu, do czasu lubiła. Odpaliła go.
-Nie powinnaś tego robić...

~~YUKI
Odwróciłam się, by zobaczyć co za bezczelny palant poucza mnie co powinnam a co nie.
-O Boże tylko nie ty.- Westchnęłam przeciągle widząc, że koło mnie siedzi latający dziadek Mróz.
Nie odpowiedział nic na to. Ta, milcz chociaż w tedy jesteś znośny.
-Może zaczniemy od początku.- Odchrząknął i wyciągnął w moją stronę rękę.- Cześć, jestem Jack Frost Miło mi.
Spojrzałam najpierw na rękę, a potem na jego uśmiechniętą twarz. Logicznie teraz nie jestem ani zdenerwowana ani zirytowana, choć ten uśmieszek mógłby sobie darować. Już niech się cieszy, uścisnęłam mu rękę.
-Yuki Rain. Zimno mi.
-To czemu nie wracasz do domu ?
-Nie lubię tego nazywać domem. To bardziej budynek jednorodzinny.- Wyrzuciłam peta przed siebie, i wlepiłam wzrok w śnieg pod ławką.
-Ale...każdy ma dom.- Czułam, że się we mnie wgapia.
-Ja nie.- Podniosłam swój wzrok z podłoża na ludzi.
Nosz gapili się jakby już nie można było pogadać do siebie.
- No i a chuj się gapicie ? Nigdy nie widzieliście osoby chorej na schizofrenię ? JUŻ NIE MOŻNA POGADAĆ DO SIEBIE W TYM KRAJU ?!
I nagle poszli dalej..dziwnie szybko.
-Nie musiałaś tak na nich krzyczeć.
-Ale chciałam.- Spojrzałam na niego.- Więc to przez ciebie tak pizga na zimę, śnieg pada, i jest zimno ?
-No tak.- Wyprostował się z dumą.
-Dzięki, to przez ciebie nie mam normalnego imienia.
Spojrzał na mnie pytająco.
-Gdyby nie było śniegu nie miałabym na imię Yuki. Yuki to po japońsku śnieg.- Wyjaśniłam jakbym gadała do debila.
-Aaaa.- Zaśmiał się.

~~JACK
Rozśmieszyła mnie, serio.
-To fajne imię.- Odpowiedziałem unosząc się nad nią.
Podniosła głowę, by na mnie spojrzeć, po czym skrzywiła się i pokręciła głową.
-Już wolałabym mieć na imię Jack.- Wymamrotała zeskakując z ławki.
-Ale to męskie imię...
- I co z tego ? Lepsze to niż imię, z innego kraju.- Wzruszyła bezinteresownie ramionami.
Uśmiechnąłem się, i poleciałem za nią.
-Jedno ci przyznam, z tym lataniem to masz zajebiście.- Powiedziała patrząc jak unoszę się w powietrzu.
Po chwili zastanowienia, uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyciągnąłem dłoń w jej stronę.
-Chcesz ze mną polecieć ?
Uniosła brwi do góry.
-Gdzie ?
-Gdzie chcesz. Może na biegun ?
-Żeby słuchać świętego jaka to byłam niegrzeczna cały rok ? Ooooo nie.- Skrzyżowała ręce, kręcąc głową.
-Nikogo nie ma w pracowni.- Mój uśmiech z radosnego zmienił się na psotny
Nagle zobaczyłem zainteresowanie w jej oczach. Opuściła ręce i z zadziornym uśmiechem podała mi dłoń.
~~~~
Jeśli mnie przekonacie to w następnym rozdziale wyjaśni się sprawa koszmarów Yuki ^^.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 5.

Nie no ja kompletnie oszalałam, odwaliło mi. Widzę mikołaja...widzę piaskowego knypa...widzę ludzkiego kolibra...widzę kanguro-królika w ludzkiej edycji głosowej...widzę...
-Jack Frost..?
~~NARRATOR
Dziewczyna spojrzała na Jack'a jakby nie dowierzała własnym oczom.
-Ty...ty mnie widzisz ?- Białowłosy postawił bose stopy na podłodze i również nie doważając zrobił krok w kierunku Yuki.
Zadziałało to jak budzik. Zmierzyła go gwałtownie wzrokiem, by po chwili przybrać zaciekłą minę, niczym maskę ochronną.
-Jeszcze krok a ta twoja laska przypierniczy ci w łeb tak mocno, że odwiedzisz Putina w Rosji.- Wy warczała przez zaciśnięte zęby.
North mógłby przysiąc, że w jej oczy rozbłysły na chwilę, nie groźnie a wręcz z dziecięcą radością.
-Co wy robicie w moim pokoju popaprańce ? Nikt wam nie dał kalendarza ? Halloween już minęło.- Obleciała wszystkich wzrokiem.
-Proszę jaka wyszczekana.- Mruknął poirytowany zając.
-Ty kangurze po wylewie się w ogóle nie odzywaj. Kupiłeś ten dywan na wyprzedaży garażowej ?
-Dywan ? KANGUR ?!- Jack roześmiał się nie mając nad tym żadnej kontroli.
-Chyba chodzi jej o twoje futro.- Wysapał nie mogąc złapać oddechu.
Yuki nie wierzyła w swój pech, najpierw ciocia teraz włamywacze idioci.
-Wiem, że jesteś tym zaskoczona...ale daj nam wszystko wytłumaczyć.- North jak zwykle był jednym z niewielu myślących trzeźwo i nie zmniejszając dystansu między nim a dziewczyną zaczął swoje wywody.
-Uznasz to za zabawne, ale...wierzysz w baśniowe postaci ?
-Nie.- Odpowiedziała od razu pewnym siebie głosem.

Pomocy...

Wszyscy prócz Yuki mogliby przysiąc, że słyszeli małą dziewczynkę.

~~Yuki.
Minęły bite 2 godziny nim dotarło do mnie co gadał...mikołaj.
-I ja mam uwierzyć w to, że jesteście serio baśniowi itp ?
-No tak, właśnie tak.- Czerwony rozsiadł się wygodnie na moim fotelu.
Zaraz...mikołaj zaciągający z rosyjskiego ? No proszę święty a z Rosji. Koliber za to okazał się zębową wróżką, knypek piaskowy ludkiem, a kangur...ni chuja nie chce mi się wierzyć, że to wielkanocny zając.
Nie wiem jednak skąd znałam imię tego kolesia z laską...notabene płaska ta jego laska (tak wiem słabe ale nie mogłam się powstrzymać xD Dop. aut.).
-Skoro tak to czemu ja was widzę ? Nie wierzę w was, nie mam 5 lat. Jak już to zgłoście się do gnoma ona was uwielbia.- Przewróciłam oczyma.
-Jesteśmy tu, by ci pomóc.- Wróżka wyglądająca jak koliber usiadła obok mnie.
-Mówisz jak moi psychiatrzy.- Mruknęłam od niechcenia.- I ja nie potrzebuje pomocy.
Odruchowo odwróciłam wzrok i skierowałam go w stronę okna. Czułam za to ich wzrok na sobie i niezbyt mi się to podobało a wręcz irytowało.
-Możecie przestać się na mnie jopić ?
-O czym był twój sen ?
Byłam na prawdę zmęczona, po prostu do tego stopnia, że nie chciało mi się z nimi dyskutować.
-Nie wiem.- Odpowiedziałam szczerze.
- Nie pamiętasz ?
-Pamiętam, ale go nie rozumiem.
-Jednak boisz się go.
-Nie wasz interes !!- Wybuchłam, znowu. Sama nie wiem czemu temat tego snu tak bardzo wyprowadza mnie z równowagi...
Usłyszałam kroki na korytarzu a zaraz po nich skrzypienie drzwi.
-Wszystko ok Yuki ?- Do pokoju weszła ciotka. Bez pukania pragnę dodać.
Schowałam twarz w dłoniach i nie odkrywając jej wyziewałam.
-Wypieprzaj mi stąd, nie masz prawa tu wchodzić bez mojego wyraźnego pozwolenia, a tym bardziej bez pukania.
-Jak ty się...
-WYPIERDALAJ POWIEDZIAŁAM !- Samokontrola poszła w pizdu.
Gdy ktoś wyprowadzi mnie z równowagi, zaczyna mnie wnerwiać wszystko co chociażby się poruszy, a jak coś powie to już w ogóle. Spojrzałam jej w oczy na co ona wzdrygnęła się gwałtownie.
~~NARRATOR.
To było TO spojrzenie. Oczy Yuki i tak były niepokojące, lecz gdy była wściekła, były... przerażające. Nawet nie wiadomo czemu, czy to przez złość czy coś innego. Jednak gdy twoje oczy spotkają bezkresną złowrogą czerń, miotającą iskrami nienawiści czujesz dreszcz, i mimo chęci nie możesz odwrócić wzroku. Zahipnotyzowany, a raczej przerażony.
-Wynocha.- Wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Kobieta odzyskując władzę nad swoim ciałem chwyciła klamkę i pospiesznie wyszła z pokoju.
Szatynka wykończona opuściła głowę, by chwilę potem odwrócić ją w stronę reszty nieproszonych gości.
- A co do was...- Ale tam już nikogo nie było...

North siedział zamyślony w swojej pracowni. Mógłby przysiąc, że skądś kojarzy tę dziewczynę.
-Yuki.- Mruknął pod nosem.- Fuyu...- Nagle poderwał się jak oparzony.- Yuki...Fuyu...
Przed oczami mikołaja mignął obraz z przeszłości. Dwie małe czarnowłose dziewczynki.
-Nie, to niemożliwe...- Zaczął krążyć o swoim pokoju, drapiąc się jednocześnie w swoją siwą gęstą brodę.
Święty zaczął kojarzyć wszystkie fakty. Wynik był jednoznaczny.
-Fuyu...- Otworzył szeroko oczy.- Nie, to nie jest jeszcze pewne.- Pokręcił głową robiąc kolejne kółko.
Po kilku dobrych godzinach rozmyśleń, postanowił nic nikomu nie mówić puki sam nie był całkowicie pewny. Czas miał pokazać odpowiedzi...
~~~~
Fuyu- Tł. Zima :)

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 4

~~NARRATOR

Piękna gwieździsta noc nieprawdaż ? Niebo rozświetlone milionem świateł.
Wszystkie dzieci pogrążone były w krainie własnych marzeń, które dawał im złoty magiczny piasek. Piaskowy ludek jak co noc miał pełne ręce roboty, by każdy maluch mógł spać w spokoju i szczęściu.

Ząbek również nie narzekała na brak zajęć. Dzieci ciągle gubią zęby, a jej wróżki musiały zebrać każdy z nich i zostawić prezent. Czemu więc jedna z wróżek przyniosła i ząb, i prezent ?
-Mleczuszko czemu nie zostawiłaś grosika ?-Spytała zaskoczona ząbek.
Wróżka od razu wyciągnęła do niej małą kartkę papieru zapisaną koślawym pismem. Powoli odebrała jej go i z niemałym zaskoczeniem odczytała pierwsze zdania.
-Na trzonowce.- Wyszeptała i podrywając się z miejsca z zawrotną szybkością poleciała w stronę pracowni świętego mikołaja.- Poleć i zostaw jej prezent.- Przekrzyczała wiatr.
Wróżka zasalutowała i w zaciekła miną poleciała z powrotem do dziecka.
-North !- Krzyknęła wpadając do pracowni razem z kilkoma wróżkami.
Mężczyzna z niemałym zaskoczeniem zwrócił głowę w jej stronę.
-Coś się stało ?
Ząbek wylądowała przed nim.
-Musimy wezwać piaska.- Wydyszała.
-Ale jest noc.- Jego mina wyrażała kompletny brak wiedzy o co chodzi.
-I właśnie w tym rzecz !
North nie chciał się kłócić i wykonał prośbę.

-Możemy wiedzieć po co nas wezwałeś ?- Zając wielkanocny tupał niecierpliwie.
-Właściwie potrzebujemy tylko piaska.- Ząbek trzymając kartkę w dłoni podeszła do zgromadzonych.
Jack, zając, piasek i North spojrzeli na nią zaciekawieni...no dobra zając z lekkim zirytowaniem, ale pomińmy go.
-Nie przedłużając- Odchrząknęła i rozwinęła kartkę.

Kochana Zębowa wróżko.
W zamian za zęba nie zostawiaj mi prezentu dobrze ? Chcę tylko poprosić cię o coś dla mojej siostry starszej   starszej siostry. Ona nie może spać bo ma koszmary i budzi się w nocy. Gdy śpi płacze i trzęsie się i mówi dziwne rzeczy. Chcę żeby mogła spać bez koszmarów.

Lea Rain.

-Mleczuszka mi to przyniosła.
Po skończeniu ostrożnie złożyła list z powrotem i spojrzała na zmieszane miny przyjaciół.
-Piasek, nawaliłeś.- Ludek jakby zirytowany spojrzał na zająca.
-Czy to możliwe, że ominąłeś jakieś dziecko ?- Tym razem North się do niego zwrócił.
Piasek pokręcił głową w geście zaprzeczenia.
-Ale...
Nim Ząbek cokolwiek powiedziała mleczuszka zmęczona po ponownej długiej podróży osiada na jej ramieniu.
-Zostawiłaś ?
Pokiwała swoją małą główką.
-Ej, skoro mleczuszka tam była to na pewno ją widziała.-Jack jak zwykle naładowany energią podleciał do wróżki.- Widziałaś siostrę właścicielki tego listu ?
Kiwnięcie.
-I ?
Wróżka wskazała na list i pokiwała głową, chcąc pokazać, że to co zawarte w liście jest prawdą.
-Piasek zbieraj się idziemy.- Jack już był przy drzwiach.
-A ty gdzie ?
-Ktoś musi...mu asystować kangurze.- I wyleciał.
-J-jak ty mnie nazwałeś ?! Jestem zając !!- Wściekły pokicał za nim.
Ząbek przyłożyła rękę to twarzy pokazując swoje zażenowanie.
-Mleczuszko.- Spojrzała na zmęczoną wróżkę.- Prowadź.
Mała jakby zła przewróciła oczami i wzniosła się do góry, by wskazać im drogę.

-Poznaję ten dom !- Krzyknął Frost pokonując wiatr.
Wyszło w końcu na to, że wszyscy poszli.
Jack był ciekawy co się stanie, zając chciał dać nauczkę Jack'owi, piasek wiadomo czemu, North robił za kierowcę, a Ząbek pilnowała by wcześniej wspomniani nie zrobili sobie krzywdy.
Oczywiście... wielkanocny niezbyt dobrze to znosił, i całą podróż wbijał pazury w siedzenie.

Gdy w końcu wylądowali na dachu seledynowego domu, mleczuszka wskazała im drogę do pokoju starszej z sióstr.
Dziewczyna miotała się po łóżku, cała zlana potem. Co jakiś czas z jej oczu leciały pojedyncze łzy.
-Piasek działaj, męczy się.
Ludek posłał w jej kierunku wiązkę złotego piasku od postacią baletnicy, lecz nim zrobiła ona, choć piruet nad jej głową rozpłynęła się. Piaskowy zmarszczył brwi i spróbował posłać w jej stronę delfiny, ale i one zniknęły.
-Co jest ?- Mruknął North ściągając brwi.
Piaskowy ludek wzruszył bezradnie ramionami.
-Ej możesz nam pokazać co jej się śni ?- Jack jakby nerwowo stukał swoją laską o ziemię, przez co lodowe iskierki raz po, raz rozsypywały się po podłodze.
Ludek zamknął oczy wyciągnął do niej dłoń, trzymał ją tak długo, aż nad jej głową pojawiła się zniekształcona chmura złotego piasku. Gdyby lepiej się przyjrzeć widać było samochód, kilkoro ludzi, i małą postać leżącą na ziemi...czyżby to...
Chmura rozpłynęła się w sekundę, a dziewczyna poderwała się do siadu. Jej przyspieszony oddech, i szeroko otwarte przerażone oczy sprawiały, że wyglądała w tej chwili tak...całkowicie bezbronnie. Jak mała przerażona dziewczynka.
Podkurczyła nogi i objęła je ramionami, brodę ułożyła sobie na kolanach, by choć trochę opanować drżenie ciała.
-Biedactwo.- Szepnęła ząbek zakrywając usta dłońmi.
Yuki poderwała gwałtownie głowę i spojrzała wróżce prosto w oczy zupełnie jakby ją widziała.
-Bez nerwów.- North starał się uspokoić przyjaciółkę, która po zetknięciu się z przerażoną czarną głębią oczu dziewczyny zamarła w bezruchu.-Ona nas nie widzi.
Pokiwała powoli głową i chcąc uciec przed tym wzrokiem ukryła się na mikołajem.
-Co...CO WY DO CHOLERY JASNEJ ROBICIE W MOIM POKOJU DZIWAKI ?!
~~~~
Jeśli ktoś jeszcze tu zagląda to wybaczcie za dłuuuuuuuuuuuuugą przerwe lecz mój poprzedni laptop się zwyczajnie usmażył i nie miałam jak pisać ale....WRÓCIŁAM \(^O^)/

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 3

-Wy sobie chyba kpicie.
Tylko to wystarczyło, by rodzicom zrobiło się głupio. Wyjaśnienie:
Matka z ojcem mieli wyjechać na dwa tygodnie gdzieś w delegację. Nie wnikam. "Super !" pomyślałam uradowana na samą myśl spokoju. Zaplanowałam wszystko, nawet gnom miał być pod opieką ciotki w innym mieście. Miałam mieć całą chatę wolną. A tu co ? Ciotka przyjeżdża do nas ! Jako niańka ! Innymi słowy w domu ja, ciotka, i gnom. Spokój już nie załapał się w komplet.
-Kochanie...-Zaczęła mama.
-Nie kochaniuj tylko wytłumacz ! Czemu ja mam być pod opieką ciotki !?- Uniosłam gwałtownie ton głosu.
Ojciec podrapał się w tył głowy. Nie wiedział co powiedzieć gdy się unosiłam, bo na pewno nie chciał mnie ochrzanić.
To bardzo ciekawe u moich rodziców, krzyczę na nich, czasami wagaruję, od czasu do czasu głośno przy nich przeklinam, a oni ? A oni w tedy wyglądają jakby bali się dać mi za to opieprz. Po prostu się peszą, albo udają, że nie słyszeli. Nigdy tego nie rozumiałam.
-Yuki.- Zaczęła ostrożnie.- Ciocia chcę się zająć też tobą. Próbowaliśmy jej wytłumaczyć, że tego nie chcesz ale się uparła.
Wstałam gwałtownie z kanapy i bez słowa wnerwiona pobiegłam na górę. Oczywiście w tym samym czasie gdy otwierałam gwałtownie drzwi mojego pokoju gnom musiał mi podejść.
Mocno walnęłam jej drzwiami prosto w twarz. No pięknie i wszystko będzie moją winą.
-Co się dzieję ?- Krzyknęła  zmartwiona mam gdy tylko usłyszała ryk.
-Przywaliłam jej drzwiami, ale to nie moja wina sama podeszła.- Odpowiedziałam znudzona patrząc jak Lea płacze, i trzyma się za buzie.
-Co ?!- Od razu pojawili się na górze i przyklękli przy niej.
-To jej wina. Mogła patrzeć gdzie lezie.- Wzruszyłam ramionami na co oni nie zwrócili uwagi.
-Kochanie złamałaś sobie coś ?- Matka łagodnie pogładziła ją po głowie.
Skrzywiłam się i przewróciłam oczami.
-Ludzie ! Może i dobrze przypieprzyłam jej tymi drzwiami, ale nie aż tak żeby coś jej połamać !- Krzyknęłam zirytowana.
W tym samym momencie młoda wypluła na rękę ząb razem z zabarwiona na czerwono śliną.
-Ziąb.- Powiedziała niewyraźnie unosząc go.
Rodzice uśmiechnęli się do niej.
-Do kogoś dziś w nocy przyleci zębowa wróżka.- Wy świergotała rodzicielka.
-Możecie przestać robić z nowego pokolenia debili ?- Mruknęłam wściekle wchodząc wreszcie do swojego pokoju.
Od niechcenia spojrzałam na okno za, którym płatki śniegu powoli przykrywał dachy i ogrody. Chwila...śnieg pana...jest zimno...O CHOLERA !!!!!
-Yuki gdzie ty tak pędzisz ?! Przeziębisz się !

~~NARRATOR
Mama krzyczała za dziewczyną, która jedynie zarzucając jakąś bluzę i na szybko wkładając trampki pognała w nieznanym kierunku.
Biegła, dyszała, sapała, a to, że na dworze było jakieś -20 stopni niezbyt ją obchodziło.
Gdy dobiegła do parku, który znajdował się niedaleko jej szkoły zahamowała i rozejrzała się w celu sprawdzenia czy nikt jej nie widzi. Czysto. Potruchtała już wolniej w miejsce niewidoczne gdyż zakrywały je drzewa i krzewy.
-Oby nie.- Wydyszała klękając przy jednym z krzaków.
Wyciągnęła ręce w jego stronę i wyciągnęła...pudełko z dziurami. Otworzyła je i westchnęła z ulgą widząc skulonego drżącego kota opatulonego kocami.
-Sorry Mondi.- Wyszeptała biorąc go na ręce.
Zapięła bluzę tak by kotu było ciepło i wstała ostrożnie.
Może i Yuki jest podła i zimna ale...zawsze staje w obronie słabszych mówiąc, że "Nie może patrzeć jak ci frajerzy trzęsący się na widok równych sobie męczą mniejszych siłą". Znalazła go ponad miesiąc temu gdy szła do szkoły. Padał deszcz a kot miaucząc piskliwie z zimna w przemoczonym kartonie kulił się, a jedyne co posiadał to przywiązana do szyi kartka z napisem "Mondi" . Co miała zrobić ?...no dobra chciała go zostawić na pewną śmierć, ale w końcu zabrała go ze sobą.

~~YUKI

Ja pierniczę już myślałam, że zdechnie z tego zimna. A pro po zimna...KUŹWA JAK MI ZIMNO !!
Cała adrenalina z, którą tu przybiegłam całkiem uleciała i dopiero teraz poczułam temperaturę.
-Walić to biorę cię do domu. Jak ciotka będzie miała jakieś "ale" to jej problem.- Spojrzałam na usypiającego kota i telepiąc się pognałam do domu.

Zatrzasnęłam drzwi oznajmiając tym samym wszystkim domownikom, że mogą zacząć się cieszyć z mojego powrotu. Oczywiście zamiast tego przywitała mnie ciotka...
-Yuki czyś ty oszalała dzieciaku ?! Ty myślisz, że lato jest ?!- Boże, głośniej sąsiedzi nie dosłyszeli ostatniego.
-A ty myślisz, że pasta do zębów jest szkodliwa ?! Kobieto umyj zęby !- Odpyskowałam, choć to co mówiłam nie było nawet kłamstwem.- I dzieciakiem to możesz nazwać gnoma nie mnie !
-Jak ty się do mnie zwracasz ?!- O matko wyskoczyła jej ta ohydna żyłka na czole.
-Tak jak ty do mnie ! Szacunku trochę !
Matka przybiegła i stuknęła ciotkę w ramię, dając jej znak, że już wystarczy.
-Weź się lecz kobieto.- Warknęłam na tyle głośno, by usłyszała i pobiegłam do pokoju.
Pierwsza kłótnia: JEST.
Odmrożenia 3 stopnia: SĄ.
Kot niszcząc moją pracę domową na ferie: JEST.
Katar i kaszel, zapowiadające mam nadzieję nieuleczalną śmiertelną chorobę płuc: JEST.
No, jeszcze pseudo świąteczne pierdoły gdzie nie spojrzysz i piekło gotowe.
Rzuciłam się wykończona na łóżko, gubiąc w locie wszystko prócz bielizny i wtuliłam swoje wątłe ciało w kołdrę. Może tym razem uda mi się normalnie zasnąć. Z taką myślą zamknęłam oczy.

~~NARRATOR

Yuki oczywiście nie pożegnała się z rodzicami, chyba, że "Nara" wypowiedziane w półśnie liczy się jako takowe. Lea za to płakała dobre 2 godziny po ich odjeździe.
Pocieszała ją jednak myśl, że dziś w nocy przyleci do niej zębowa wróżka, była bardzo podekscytowana.
Chciała jak najszybciej iść spać, więc gdy tylko robiło się trochę ciemno wskoczyła pod kołderkę i żegnając się z ciocią zamknęła oczy. Nim jednak zasnęła...wsunęła pod poduszkę nie tylko ząb, ale i małą złożoną kartkę papieru.
~~~~
Dodam zaraz rozdział 4 gdyż chcę dożyć tej skromnej dwudziestki Q.Q

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 2

Wypuście mnie !

Poderwałam się do siadu zapełniając pokój moim przyspieszonym oddechem. Zimny pot oblewał całe moje ciało przyprawiając je o drgawki.  To tylko koszmar, to tylko koszmar. Powtarzałam w myślach zaciskając dłonie na kołdrze.

-Tylko koszmar.- Uspokojona spojrzałam na zegarek przy łóżku. Wskazywał 4:00.
Przetarłam zaspane oczy  i biorąc głęboki oddech wstałam. Kierunek, kuchnia.
Nadal było ciemno więc w drodze do kuchni, klęłam za każdym zderzeniem z meblami. Zeszłam powoli po skrzypiących schodach.
Gdy wreszcie poczułam pod stopami chłód kafelek, po omacku zaczęłam szukać włącznika światła, lecz szybko pożałowałam gdy żarówka wydzieliła bolesne strumienie.
Trąc oczy coraz mocniej podeszłam do lodówki i nie martwiąc się o szklankę pochłonęłam pół butelki wody.
-Yuki ?- Wyziewał ktoś za mną.
Z ustami nadal przyssanymi do butelki odwróciłam się do właściciela głosu. Pięknie, obudziłam gnoma.
Lea trzymając w lewej dłoni misia, a prawą trąc oko podeszła do mnie.
-Jeśli boisz się spać sama to dam ci misia.- Wyszeptała wyciągając do mnie maskotkę.
Odłożyłam butelkę, i zamknęłam lodówkę, by wygodnie się o nią oprzeć.
-Czy ja ci wyglądam na kogoś kto śpi z misiem ? To przeznaczone jest dla gnojków takich jak ty, a nie dla piętnastolatków.- Mruknęłam przeczesując skołtunione włosy ręką.
Zwiesiła głowę, a jej błyszczące złote loki spłynęły razem z nią w dół.
Bez jakiejkolwiek chęci podniesienia młodej na duchu, minęłam się z nią.
-Do spania, bo rodzice niedługo wstaną.- Powiedziałam na odchodne, i skierowałam się do swojego pokoju.
Tej nocy nie mogłam już zasnąć, więc siedząc na parapecie obserwowałam migoczące punkty na niebie. Z nudów nawet starałam się układać je różne kształty. Nagle na szybie pojawiła się smuga szronu, wyglądała jakby ktoś ją maznął szybko pędzlem albo co. 
Świetnie. Zima idzie.

~~Narrator

Podczas gdy Yuki obserwowała gwiazdy, jej mała siostra siedziała smutna na łóżku. Naprawdę chciała dobrze dla starszej, lecz wiedziała również, że nigdy nie zostanie za to pochwalona.
Ściskała mocno pluszowego misia, który był jedynym prezentem jaki dostała od siostry. Nic nie obchodził jej fakt, iż zmusili ją do tego rodzice a sam pluszak był z jakiejś wyprzedaży, był on i tak ważniejszy od wszystkich zabawek w jej pokoju.
Dopiero po chwili ujrzała na oknie smugę szronu. Podbiegła szybko do okna a za nim... unoszony przez wiatr białowłosy chłopak drewnianą laską pokrywał drzewo koło jej okna szronem.
Otworzyła szeroko oczy i zapukała w okno by zwrócić jego uwagę. Poskutkowało, chłopak odwrócił się w jej stronę, i choć jego mina pokazywała na początku zaskoczenie to po chwili pomachał jej z uśmiechem i odleciał w mgnieniu oka.

~~Yuki

Podskoczyłam słysząc szybkie pukanie do drzwi.
-Czego ?- Wlepiłam wzrok w drzwi.
-Yuki, Yuki ! Widziałam czarodzieja !- Odpowiedział podekscytowany głos za drzwiami.
Westchnęłam wiedząc, że łatwo nie odpuści.
-To idź spać może znowu go zobaczysz.- Mruknęłam znów wyglądając przez okno.
-Ale on był prawdziwy !
Przewróciłam zirytowana oczami i podeszłam do drzwi, by gwałtownie je otworzyć.
- Dasz mi święty spokój ? Nic mnie nie obchodzi twój wyimaginowany czarodziej.
Nadęła poliki patrząc na mnie zaciekle.
-On był na prawdę. Miał takie białe włosy.- Pokazała zakręcając na palce swoje włosy.- Niebieską bluzę, laskę z drewna, którą zamrażał i latał !
Uniosłam para brew do góry.
-Białowłosy chłopak latał koło twojego okna i zamrażał ta ?- Powtórzyłam niezbyt podekscytowana.
Pokiwał energicznie głową.
-Tak samo jak mówiłaś, że widziałaś zębową wróżkę, i zająca wielkanocnego.- Dodałam nie zmieniając tonu.
-Ja ich widziałam !- Naburmuszyła się.
-Weź dorośnij, i nie marnuj mojego cennego czasu. Oni. Nie. Istnieją- Skończyłam po czym zamknęłam jej drzwi przed nosem.
Odchodząc od drzwi mruknęła jeszcze "Istnieją" i poczłapała się do swojego pokoju.
-Boże jakie te dzieciaki naiwne są.- Westchnęłam w pustą przestrzeń.
Gdy znów wyjrzałam na zewnątrz padał śnieg...
~~~~
W następnym już pojawi się Jack ^^

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 1- Poznajcie główną bohaterkę.

Odkąd tylko się urodziłam...już robiłam za dziwadło...

Dzień moich narodzin wspomina się jako dzień po, którym nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Z początku nawet myślano, że coś mi dolega gdyż za cholerę nie chciałam zapłakać. Bo po co drzeć małą niemowlęcą mordkę ? Wolałam najwidoczniej sama oddychać bez zbędnego ryku. 
Hmm, gdy teraz o tym pomyśle to żałuje, że nie dane mi było widać min lekarzy. 
Dzieckiem słodkim czy pięknym nie byłam, co wyjaśnia ksywę w otrzymaną w przedszkolu "RING".
A wszystko to z powodu czarnych włosów otrzymanych od ojca, bladej skóry cholera wie skąd, i worów pod oczami, które nie były sine tylko czarne od niewyspania.
Zawsze je miałam, gdyż moje problemy ze snem wykraczały poza zasięg medycyny. Koszmary pojawiające się w nocy były chyba jedyną przerażającą mnie rzeczą. Postanowiłam nie spać gdy nie było to konieczne.
Tym bardziej irytowała mnie bajka o piaskowym ludku opowiadana przez przedszkolankę, który to podobno czuwa nad spokojnym snem dzieci. Fajnie wiedzieć, że skurczysyn się akurat na mnie uwziął.
Ekhem, no właśnie tu się pojawia moje kolejne odstrzelenie z dzieciństwa. Podczas gdy dzieci z niecierpliwością oczekiwały mikołaja, zająca wielkanocnego, zębowej wróżki....ja marudziłam na śnieg, pyłki, i szparę między zębami. Nigdy nie wierzyłam w takie postacie, choć rodzice wmawiali mi, że to mikołaj daje prezenty, jajka chowa zając, a zęby podbiera wróżka. W takim razie jestem ciekawa jak "mikołaj" wyprodukował dla mnie telefon. 
Śnieg. Brr... nienawidzę śniegu, a o ironio mam na imię Yuki. Yuki z japońskiego oznacza śnieg, mama dała  mi japońskie imię zaraz po incydencie z płaczem bym się wyróżniała, choć ojciec nadal upierał się przy pierwszym wybranym imieniu. Miałam mieć na imię Lea.
Nic jednak straconego gdyż to imię dano mojemu gnomowi. "Przepraszam" moje młodszej siostrze, małe okropne stworzenie o blond włoskach, wielkich błękitnych oczach, pyzatej rumianej buzi, i wielkim uśmiechem. Jest ona strasznie podobna do mamy i często mam wrażenie, że mama ją woli, co nie zdziwiło by mnie zbytnio. Gdy staniemy obok siebie wyglądamy jak totalne przeciwieństwa. Ja chuda , trupio blada, czarne włosy sięgające do połowy ud, wspomniane wcześniej wory, i duże czarne oczęta. Zupełnie jakby ktoś powiesił obok siebie kolorowe zdjęcie w jakości HD, i czarno białe wykonane starą komórką.
Nie powiem, że mam złą rodzinę. Rodzice nie dają mi się aż tak we znaki, a siostrę zawsze mogę gdzieś zamknąć.
Nie zmienia to jednak tego, że ich nie kocham...Tak nie kocham własnej rodziny, ale nie jest to moją winą !
Od zawsze miałam pewien problem z odczuwaniem emocji, gdyż ja ich zwyczajnie nie posiadam. Niby niemożliwe, ale tak właśnie jest, i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.
Po 1. Wiele razy w moim gimnazjum widziałam "na zawsze" zakochane pary. Zwykle po kilku miesiącach dziewczyny ryczały w parku klnąc jak to one są zranione. Jak można być tak tępym, by wierzyć, że chłopak na zawsze będzie cię kochał. Na co im to ?
Po 2.  Brak mi fałszywych przyjaciół, ponieważ nie mam żadnych przyjaciół. Mam dzięki temu 100 % pewności, że nikt nie rozgada moich sekretów itp.. Dzięki ci braku empatii.
Po 3. Większość osób się mnie boi, co jest moją osobistą dumą. Mój chłód, i wygląd sprawia, że mam wolną drogę na korytarzu szkolnym Oczywiście zdarzają się paskudne wyjątki.
Wymieniać można w nieskończoność.  Podsumowując jestem odludkiem, wyglądam jak trup, jestem zimna jak moje imię i nienawidzę prawię wszystkiego. Powodzenia z wytrzymaniem ze mną.
~~~~
Pragnę podziękować autorce tego bloga Ann Luna Atlas.
To dzięki niej i temu opowiadaniu zaczęłam pisać swoje ^^